poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 7

___________________________________________
Liam

Droga do Candon nie była długa, ale chciałem nacieszyć się jej obecnością. Zastanawiałem się jak to będzie jak wejdziemy do hotelu, niby mamy jeden pokój ale przecież może mnie unikać i w ogóle poza nocami w nim nie przebywać.
- Przepraszam - szepnęła patrząc w okno.
- Za co?
- Za to jak na niego wyskoczyłam - szepnęła, zrozumiałem że wcale nie jest taką prostą i nieskomplikowaną osobą.
- Nie masz za co. Zasłużył sobie - zaśmiałem się - to dupek. Ale skoro wiesz kim on jest to na pewno domyślasz się...
- Że nie jesteś święty - powiedziała z uśmiechem i popatrzyła na mnie - dawno się domyśliłam, twoja opinia Cię wyprzedza.
- Na pewno jest zła - szepnąłem i gwałtownie zahamowałem bo jakiś pacan przede mną zaczął cofać bo zaświeciło mu się czerwone światło. Stella nie miała zapiętych pasów i uświadomiłem to sobie dopiero zerkając na nią czy jest w całości i zobaczyłem strużkę krwi na jej czole - kurwa Stell, przepraszam - szepnąłem i zacząłem ocierać jej czoło chusteczką higieniczną.
- Liam kurde patrz na drogę, poradzę sobie - zaśmiała się - nie twoja wina.
- Czemu się nie zapięłaś? Grzeczne dziewczynki powinny się zapinać.
- A ty czemu się nie zapiąłeś?
- Bo nie jestem grzeczny.
- A ja jestem?
- No... Ty... Nie wiem. Przepraszam po prostu - zacząłem się mieszać.
- No dobra, nie jestem niegrzeczną dziewczynką ale lubię jeździć z dużą prędkością. A pasy... No cóż, rzadko je zapinam - powiedziała ocierając krew.
Postanowiłem że zatrzymamy się na pierwszej stacji benzynowej bym mógł jej to na spokojnie opatrzyć i kupić jakąś wodę. Na szczęście już niecałe dwie mile dalej zobaczyłem stację a obok niej mały przydrożny pub. Było już późno bo zbliżała się szósta popołudniu i w takich pubach raczej nie bywało jej towarzystwo ale ze mną nic jej się tam nie stanie.
Czasem jesteś byt pewny siebie. A może ona nie jest taka grzeczna? Albo właśnie przy tobie stanie jej się krzywda? - strofowałem sam siebie w myślach.
- Chcesz coś do pica?
- Hmm... A tak może być - odpowiedziała próbując ukryć ranę.
- Nie rób! Zaraz Ci to opatrzę.
- Liam... - szepnęła.
- Nie Stella, to jest rana trzeba ją odkazić i przykleić gaze lub plaster - powiedziałem zjeżdżając z drogi na stację. Szybko zatankowałem samochód do pełna po czym stanąłem na parkingu przed pubem i pomogłem wysiąść jej z auta - pokaż to - powiedziałem otwierając apteczkę i sadzając ją na masce.
- Nie trzeba. Jestem cała - próbowała mi się wyrwać ale posadziłem ją i przytrzymałem kolanem.
- Stella - zaśmiałem się odkręcając wode utlenioną.
- Harry proszę nie! - krzyknęła i próbowała mnie odepchnąć.
- Boisz się wody utlenionej?
- N-nie... - szepnęła.
- Stella.
- No... Tak, proszę nie rób.
- Spokojnie jestem tu i będę - powiedziałem - zamknij oczko - szepnąłem i delikatnie polałem jej rane kropelką wody, syknęła i chwyciła mocno moją dłoń, choć wbijała mi paznokcie nie odczułem tego - Spokojnie Stella, jeszcze sekundka. Zamknij oczy mocno - szepnąłem i nalałem odrobinę więcej wody. Rana delikatnie się pieniła, ale miałem przynajmniej pewność że nie wda się jej zakażenie.
- L-Liam - szepnęła i przyciągnęła mnie a ja szybko nakleiłem gazę na jej ranę i otarłem resztę płynu który spływał po jej policzku.
- Spokojnie, już po wszystkim - powiedziałem a ona najpierw się do mnie przytuliła po czym walnęła mnie z całej siły w klatkę piersiową.
- Musiałeś?! 
- Tak, nie chciałem by wdało Ci się zakażenie. Nawet nie wiesz jak bardzo się ta rana pieniła i ile brudu wypłynęło.
- Nienawidzę Cię - powiedziała i zeskoczyła z maski idąc w stronę pubu.
- Ej czekaj - zawołałem za nią i weszliśmy razem do środka. Skierowaliśmy się w stronę baru. Zamówiłem sobie sok i popatrzyłem na nią - co chcesz do pica?
- Coś mocniejszego.
- Nie rób sobie jaj.
- Mówię poważnie. I tak ty prowadzisz - szepnęła a ja zamówiłem jej drinka. Patrzyła na mnie, chyba nie wierzyła że to zrobię jednak gdy postawili go przed nią to zaczęła go pić - po co jedziemy do Camdon ?
- Mówiłem, jadę odpocząć.
- Nie prawda. Tam się odbywają nielegalne walki. Walczysz?
- Nie. Jadę od...
- Nie kłam! Miej jaja i powiedz kurwa prawdę!
- Nie nie walczę. Ale niektórzy z nas tak. Przepraszam - szepnąłem.
- Czemu nie walczysz?
Zacząłem jej opowiadać o tym co się będzie działo w Camdon, cały czas patrzyła na mnie. Siedliśmy przy cichym i odosobnionym stoliku naprzeciw siebie. Opowiedziałem jej o tym że tym razem będę tylko trenerem bo moja walka na pewno skończyła by się śmiercią przeciwnika. O tym jak rok temu z trudem mnie odciągali od zawodnika by ten mógł przeżyć i że przez to jestem "zawieszony". Cały czas mnie słuchała co jakiś czas zadając pytanie o mnie lub o mnie. Nie pytała o to co robię, interesowała ją tylko walka, ta jutrzejsza i ta poprzednia.
Po pół godzinie takiej rozmowy i jej kolejnych trzech drinkach postanowiłem że najwyższa pora jechać.
- Chodź, jedziemy dalej jeszcze trochę drogi przed nami - uśmiechnąłem się i podałem jej rękę, zapłaciłem za sok i drinki po czym poszliśmy w stronę samochodu. Posadziłem ją, tym razem osobiście zapinając jej pasy a ona odwróciła się w moją stronę i lekko musnęła moje usta.
- Dobrze że nie walczysz - szepnęła i zamknęła oczy - chyba bym się o ciebie bała. A tak to nie muszę - zaśmiała się i włączyła radio. Szybko skoczyłem jeszcze na stację po dwie duże kawy, po czym włożyłem je do uchwytu i ruszyłem. Stella nie była pijana, co najwyżej wstawiona ale i tak byłem pełen podziwu bo wypiła cztery najmocniejsze drinki.


___________________________
Podoba się?
Dobranoc *-* słuchając na dobry sen :)

2 komentarze:

  1. Genialny 😍
    W sumie nie wiem po co ro mowie bo wszystkie sa genialne 😘
    #Rose 🌹💗

    OdpowiedzUsuń