czwartek, 11 września 2014

Rozdział 5

Dzień I
__________________________________________________________________________
Liam

Całą noc nie mogłem spać, obiecała że nie ucieknie i pojedzie ze mną, żałowałem że nie mogłem jej odwieźć do domu przynajmniej bym wiedział gdzie mieszka i czekał bym na nią pod domem a nie czekał do południa na jej SMS z adresem, a wszystko przez to że Fi zaproponowała jej nocleg. Potem zacząłem sobie pluć że sam tego nie zrobiłem. A z drugiej strony czy nie pomyślała by o mnie jak o kimś nachalnym? Chyba była pierwszą dziewczynę o którą chciałem się starać.
- Liam, jesteś pewien?
- Tak Tom jestem pewien.
- Liam, ale będziesz walczył a ty chcesz by ona poznała ciebie, pewnie że tego ciebie? - dopytywała Kati, która przyjechała do mnie z Tomem, znów miała podbite oko pomimo tego że nałożyła korektor i zrobiła świetny makijaż wiedziałem że tamten drań znowu ją uderzył, jak sądziłem Tom też to wiedział.
- Myślisz że ucieknie?
- Nie wiem, nie znam jej tak długo. Jednak jest inna niż ja, Ivy, Fi czy cała reszta.
- Powinienem to odwołać? - zasiali we mnie ziarno niepokoju, przecież nie mogłem jej pozwolić odejść pierwszego dnia a z drugiej strony te walki były częścią mnie i musiała by się z tym pogodzić. Tylko czy to jest to co powinienem jej pokazać pierwszego dnia?
- Liam, nie wiem to twoja decyzja - powiedziała dziewczyna i rzuciła się na moją kanapę.
- Ale mi pomogłaś - zaśmiałem się i wszedłem do kuchni.
Chodziłem po mieszkaniu tam i spowrotem jeszcze z pół godziny nim w końcu usiadłem koło przyjaciółki, oczywiście Tom pobiegł jak tylko Fi napisała że go potrzebuje.
- Nie odwołam - postnaowiłem, choć chyba tak na prawdę od początku nie chciałem tego odwołać.
- Dobrze - zaśmiała się i wróciła do oglądanego programu, gdy zegar wskazał pierwszą popołudniu na stoliku stały dwa talerze makaronu ze szparagami i kurczakiem. Spokojny posiłek przerwało gwałtowne pukanie do drzwi, dziewczyna posłała mi przestraszone spojrzenie. Oboje pomyśleliśmy o jednej osobie - Bob'ie różnica była taka że ona się go bała a ja nie.
- N-nie - szepnęła i spróbowała mnie powstrzymać chwyceniem za nadgarstek, ja jednak byłem silniejszy.
- Wiem że tam jesteście! Otwieracje kurwa te drzwi - teraz byłem pewny że to on, w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Zostań tu - nakazałem.
- N-nie, j-ja j-już p-pójdę - jęknęła a ja bez problemu posadziłem ją z powrotem na kanapie.
- Zostań, jedz, oglądaj. Siedź tu. Pozbędę się go.
- L-liam - szepnęła ale ja jej tylko posłem pokrzepiające spojrzenie i uśmiech, nie wstała tylko zajęła się jedzeniem.
- Czego? - zapytałem otwierając drzwi.
- Kati! Już do mnie! - krzyknął w głąb mojego mieszkania a ja cicho się zaśmiałem.
- Kati nie ma.
- Jak nie jak ją widzę w drzwiach salonu kutasie!
- Nie ma jej dla ciebie, to koniec. Kati z tobą zrywa - zaśmiałem się mu prosto w twarz.
- O nie! Nie dopóki ja jej nie pozwolę odejść - zaśmiał się i wymierzył mi policzek, jednak chybko chwyciłem jego dłoń w nadgarstku.
- Spróbuj, ja nie jestem nią. Jestem silniejszy. 
- Kati! Do samochodu! Już! - krzyknął a dziewczyna skuliła się w rogu mojego hallu.
- Zamknij się i wynoś z mojego mieszkania! Kati i ty to koniec! Już jej nie skrzywdzisz - syknąłem i precyzyjnie uderzyłem w policzek, słyszałem cichy szloch dziewczyny za moimi plecami.
- Kathrino! Do! Samochodu! - krzyknął ponownie, tym razem mocniej uderzyłem go w policzek delikatnie zachwiał się na nogach i uderzył o drzwi sąsiada. Dziewczyna podniosła się z podłogi i przestraszona ruszyła w jego stronę, popatrzyłem na nią.
- Kati, chcesz iść z nim? - nie odpowiedziała, więc popatrzyłem na nią - Kati? - powtórzyłem równie spokojnie.
- N-nie... - znowu upadła i zaczęła płakać.
- No więc skoro ty Kati nie chcesz to nie idziesz a kolega Bob wychodzi stąd i nie wraca. Nie zbliża się do Ciebie. Znika!
- O nie... - ponownie wymierzył mi w policzek jednak ja chwyciłem jego nadgarstek.
- Powiedziałem coś - odepchnąłem intruza i zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem by sekundę później je zakluczyć. Podszedłem do zapłakanej dziewczyny i uklęknąłem przy niej - już dobrze, nie ma go - przytuliłem dziewczynę by mogła się uspokoić.
Kati nie miała siły by wstać z posadzki więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu, usiedliśmy na kanapie a właściwie ja usiadłem a ją posadziłem sobie na kolanach. Gdy już się trochę uspokoiła zacząłem ją karmić już zimnym makaronem, z trudem przełykała kolejne kęsy jednak zjadła połowę z tego co pozostawiła na talerzu.
- N-nie mam domu - szepnęła i wtuliła się w moją klatę.
- Możesz...
- Nie, ty masz teraz kogoś na oku. Nie będę ci się zwalać na głowę. Może pogadam z Fi - szepnęła i podskoczyła słysząc dźwięk telefonu, jednak okazało się że to tylko sms od Stell z jej adresem.
35 Birch S
Wolverhampton
Uśmiechnąłem się pod nosem, już wiem jak się poznały z Fi, skoro Stell ma tendencję wpadania pod koła to albo wpadła zielonej pod maskę albo zielona ją uratowała przed śmiercią gdy szła do domu. Przypadek, który sprawił że moje martwe serce znów zaczęło delikatnie bić. Popatrzyłem na przyjaciółkę, która leżała otulona w koc jej twarz była popuchnięta od płaczu, cicho zaciągała nosem.
Po pół godzinie byłem ubrany w czarne rurki i biały t-shirt na który miałem narzuconą ciemno bordową koszulę w kratę.
- Kati, śpisz? - szepnąłem jej do ucha, usłyszałem ciche mruknięcie które miało być chyba potwierdzającą odpowiedzią - będę za pół godziny, śpij spokojnie - ponownie tylko cicho mruknęła i odwróciła się na drugi bok tak że jej twarz dotykała oparcia kanapy, uśmiechnąłem się lekko i nacisnąłem przycisk, który sprawił że wszystkie rolety osunęły się prawie do końca okien zapewniając dziewczynie ciemność i równocześnie bezpieczeństwo. Wyszedłem, cicho zamykając drzwi, upewniając się kilka razy że na pewno zamknąłem je na klucz i szybko przypominając sobie czy nie pozostawiłem niczego włączonego poza wentylatorem który zapewniał Kati w miarę znośną temperaturę ruszyłem schodami w dół, po kilku sekundach stałem przed swoim samochodem. Upewniłem się jeszcze raz czy Bob, czasem nie stoi gdzieś i nie czeka na okazję by porwać bezbronną dziewczynę włączyłem silnik samochodu i ruszyłem w stronę St. Georges Parade, po dziesięciu minutach stałem na podjeździe domu Stell był bardzo ładny ale miałem wrażenie że strasznie samotny, pusty. Bardziej na pokaz niż do mieszkania.

________________________________
Stella


Siedziałam na blacie w kuchni machając nogami, wcześniej myślałam że matka siedzi u siebie w gabinecie jednak gdy głucha cisza zaczęła uderzać o moje uszy a całe pomieszczenie całkowicie zajęło spokojne i miarowe bicie mojego serca.
- I po co się na to zgodziłaś idiotko?! - krzyczałam sama po sobie, przecież tyle o nim słyszałam a wciągu tych kilku ostatnich godzin jeszcze więcej przeczytałam na temat jego "wyskoków" - no i po co to robisz??! On jest niebezpieczny - powtarzałam sama do siebie patrząc na prawie pusty kubek po herbacie który trzymałam w rękach. Tak mówił że mam poznać prawdziwego Liam'a, ale przecież on był niebezpieczny.
Siedziałam tak i rozmyślałam aż usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
- Stell?! - delikatny głos mamy rozniósł się po całym domu.
- W kuchni - odpowiedziałam i odstawiłam kubek na blat.
Mama weszła do kuchni, oczywiście nie ściągnęła nawet butów, ledwo zrozumiałam jej słowa.
- Mamo, spokojnie. Co się dzieje?
- Nic, kolejna trudna sprawa. Pewnie cały weekend nad nią spędzę - a to nowość, pomyślałam jednak zachowałam kąśliwą uwagę dla siebie.
Kolejne słowa które wypadały z jej ust były dla mnie po prostu prawniczym bełkotem, Krzątała się po kuchni i wyjmowała jakieś rzeczy, z lodówki wyciągnęła sałatkę z kurczakiem, niechętnie zeskoczyłam z blatu i usiadłam z nią do stołu. 
- Mamo... - zaczęłam ale nie umiałam skończyć tego zdania, chociaż wiedziałam że i tak na wszystko się zgodzi. 
- Tak? 
- Wyjeżdżam dziś z koleżanką do Londynu na weekend - zaśmiałam się, trochę z nerwów a trochę szczerze.
- Nie mówiłaś wcześniej.
- Bo to spontaniczny pomysł, no wiesz... Znasz nas.
- No dobrze. Chcesz kasę? - niby było to pytanie ale nim do końca je zadała na stole leżał tysiąc funtów. Taki sposób mojej mamy na rodzicielstwo, dać mi pieniądze za każdym razem.
- Mamo nie musisz - podałam jej plik pieniędzy, które przed chwilą mi dała.
- Weź, więcej nie mam przy sobie.
- Mamo - jęknęłam cicho.
- Weź, przyda wam się na drobne wydatki. Gdyby jednak Ci brakło to...
- Mamo, nie to wystarczy - jęknęłam cicho. Zadała jeszcze kilka pytań, na temat noclegu i tego co zamierzamy tam robić jednak ja nie znając szczegółów odpowiadałam tylko pobieżnie. Że śpimy u rodziny, zamierzamy pochodzić i poszaleć... W końcu przytaknęła i kazała nam się świetnie bawić, jednak nim skończyła jeść sałatkę zadzwonił jej telefon i wybiegła jak opętana z kuchni.
- No tak... - stęknęłam sama do siebie i skończyłam jeść. Posprzątałam i poszłam się przebrać, po kilku minutach wychodziłam ubrana z swojej sypialni.
Zerknęłam na zegarek, wskazywał piątą dwadzieścia, podniosłam torbę w której miałam ubrania i ruszyłam do drzwi. Szybko wyłączyłam wszystkie urządzenia w domu i zamknęłam żaluzje na wszystkich oknach. Przyczepiłam mamie drugą karteczkę na drzwi do gabinetu i otworzyłam drzwi za którymi ujrzałam rozpromienionego Liam'a.
To dla niego, tego Liam'a który stoi przed tobą. Którego poznałaś wczoraj, który cię urzekł a nie tego strasznego którego bali się wszyscy w promieniu 100 mil. To dla niego się zgodziłaś - powiedziałam w myślach sama do siebie i odwzajemniłam uśmiech chłopaka.

______________________
7 komów = NEXT
Pamiętajcie że każdy komentarz jest na wagę złota, każdy bardzo motywuje :P
Dziękuję za to że czytacie i w ogóle.
Miłego dnia <3

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4

____________________________________________
Stella

Siedziałam i patrzyłam na nowych znajomych, którzy początkowo wydawali się normalni jednak teraz wiedziałam że wybierają się do Camden, w weekend. To jest niebezpieczna dzielnica i nie wiem co oni zamierzają tam robić w tym czasie, jednak sama myśl o tym że oni tam będą przysparza mnie o mdłości.
- Stella? - Fifi pociągnęła mnie w kierunku kuchni.
- Co jest? - zapytałam chwytając tacę drinków które podała mi dziewczyna.
- Może pojedziesz z nami? - gdy zadała to pytanie o mało nie zadławiłam się własną śliną.
- eee... - poczułam jak mój oddech przyspiesza a serce bije szybciej.
- No weź, będzie fajnie. Poza tym Liam prosi a mu się nie odmawia.
- Fi, Camden...
- Tak wiem o czym myślisz, ale nie myśl o tym. Będzie fajnie, poza tym ja cię nie pozwolę skrzywdzić.
- Fi... - jęknęłam cicho.
- Dobra, rozumiem że nie. Szkoda - powiedziała i skierowała się w stronę tarasu. Całe towarzystwo było już wstawione, ja zresztą też. Postawiłam tacę na stole i popatrzyłam na basen.
- Chcesz popływać? - zapytał Liam, siadając bliżej mnie.
- eee... Nie - odpowiedziałam szybko.
- No weź, chodź - chwycił mnie w pasie i podniósł tak jak bym zupełnie nic nie ważyła.
- Liam, zostaw - zaśmiałam się i próbowałam uwolnić, jednak chłopak był silniejszy. Na moje próby odpowiedział szerokim uśmiechem który pokazał wszystkie jego białe zęby i wstał, już wiedziałam co chce zrobić. Miałam za raz wylądować w basenie, by do tego nie dopuścić mocniej chwyciłam się jego szyi - proszę, nie wrzucaj mnie do basenu - zaśmiałam się, próbowałam poluzować jego uścisk ale mi się nie udało. Staliśmy już na brzegu basenu, myślałam że zaraz zrobi coś by poluzować mój uścisk na jego szyi i spokojnie wrzuci do basenu. Jednak on tylko ściągnął moje buty, po czym też swoje i nim się zorientowałam oboje byliśmy już w wodzie.
- Idioto... Utopił byś nas - śmiałam się, on ciągle mnie trzymał w pasie.
- Nie utopił bym cię, jestem świetnym pływakiem - zaśmiał się i przyciągnął mnie jeszcze bliżej, tak że nasze usta prawie się stykały, jednak nikt nie zauważył tego co działo się w basenie wszyscy byli zajęci sobą, zarówno nasze towarzystwo ze stolika jak i wszyscy inni którzy byli na imprezie - jesteś leciutka więc nie poszlibyśmy na dno.
- Jasne, jasne... Mogę już wyjść?
- Nie - zaśmiał się i odpłynął kawałek dalej bym nie mogła spokojnie wyjść, ciągle trzymał mnie w pasie bym odpłynęła razem z nim.
- Czemu? - cicho się zaśmiałam, zaczynał na mnie działać wypity alkohol.
- Bo chce z tobą popływać. No nie mów że nie chcesz popływać.
- Może chce a może nie.
- No więc popływajmy - zaśmiał się i ściągnął ze mnie bluzkę, próbowałam się mu wyrwać jednak nie wiele to dało chłopak był ode mnie o wiele silniejszy, rozpiął moje spodenki i bez problemu zsunął je z moich nóg i wyrzucił poza basen, ciągle trzymając mnie jedną ręką delikatnie odsunął od siebie i sprawnie pozbawił się swojej koszulki rzucając ją ponad moją głową, wylądowała tuż obok moich ubrań, musiałam to przyznać cela miał świetnego.
- Co ty robisz?
- Pozbawiam cię ciężaru, lepiej ci będzie pływać.
- Mówiłam że nie chce - zaśmiałam się i delikatnie ochlapałam go wodą.
- Pff - fuknął i zaczął pływać pozwalając mi w końcu swobodnie poruszać całym ciałem, skierowałam się więc w stronę brzegu ale on chwycił mnie nim do niego dopłynęłam - ej, to że cię nie trzymam nie znaczy że możesz wyjść.
- Czemu?
- Bo... Bo teraz pływasz - zaśmiał się i znów zaciągnął mnie na środek basenu, ponownie spróbowałam dopłynąć do brzegu jednak chłopak był ode mnie silniejszy i szybszy przez co znowu wylądowałam na środku basenu. Ponowiłam próbę jeszcze z trzy razy lecz na każdym razem kończyło się tak samo.
- Podoba ci się ta zabawa? - zapytaliśmy w tym samym czasie, co wywołało u nas lawinę śmiechu.
- Trochę - przyznał i przyciągnął mnie blisko, położył głowę na moim ramieniu a ja poczułam jego ciepły oddech a po chwili równie ciepłe wargi przy mojej mokrej skórze. Początkowo oszołomiona nie wiedziałam co się dzieje, jednak po chwili uświadomiłam sobie że zostawia na mojej szyi malinkę, gdy zorientował się że oszołomienie minęło oderwał się jednak na jego twarzy gościł uśmieszek, który sprawił że wiedziałam że na szyi mam fioletowy ślad po nim.
- Liam - jęknęłam.
- No co?
- Coś ty zrobił - próbowałam się od niego odsunąć ale nie udało mi się z powodu jego siły.
- Nic kotku - zaśmiał się a ja dotknęłam się piekącego miejsca, już pod samym dotykiem czułam wielkość tej malinki.
- Kurwa - syknęłam przez zęby - musiałeś?
- Tak, jesteś śliczna.
- I to że uważasz że jestem śliczna było powodem by mi ją zrobić?
- Teraz jesteś moja - zaśmiał się.
- Nie jestem nikogo Liam. A na pewno nie po zrobieniu maaa - chciałam skończyć ale objął mnie drugą ręką przez co zauważyłam tatuaż, ten tatuaż... Już wiedziałam że wpadłam w niezłe kłopoty, ten tatuaż, dokładnie taki sam miał jeden z najniebezpieczniejszych chłopaków naszej okolicy. Teraz wszystko zaczęło mi się składać w całość Camden, ta ilość osób na imprezie, ilość alkoholu i ładnych samochodów. Dlaczego od razu nie złożyłam wszystkiego w całość?

_____________________________________________________
Liam

Od razu wiedziałem że już wie, jej mięśnie się napięły, przestała ze mną walczyć. Jeden tatuaż a tak wiele zmieniał, zastanawiałam się dlaczego go wcześniej nie zauważyła. Może nie chciała, a może koszula zasłaniała jego wystarczającą część by nie skojarzyła go z opowieściami.
- Co się stało? - zapytałem ocierając jej twarz.
- Ty...
- Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię - powiedziałem spokojnie.
- Ale ty...
- Nie chce cię skrzywdzić, uwierz.
- Ale...
- Stell, popatrz znasz mnie kilka godzin. Czułaś się swobodnie, nie bałaś się mnie i nawet chyba trochę polubiłaś. To - pokazałem tatuaż - niczego nie zmienia, ciągle jestem Liam'em ze stolika przy którym przed chwilą siedzieliśmy.
- Przecież...
- Nie myśl o tym, myśl o tym jakiego mnie ty poznałaś. Byłem straszny?
- Nie...?
- Chciałem, próbowałem Cię skrzywdzić?
- Nie...? - choć jej odpowiedzi były podszyte delikatnym pytaniem wiedziałem że nie pragnie z mojej strony potwierdzenia odpowiedzi, ona pytała tak trochę samą siebie.
- Więc czemu teraz miał bym to zrobić?
- Nie wiem, ale wszyscy...
- Nie słuchaj ich. Podobasz mi się - lekko się zarumieniłem choć mam nadzieję że ona tego nie zauważyła - pozwól mi pokazać Ci jaki jestem na prawdę. Pozwól mi - mój ton był niemal błagalny.
- eee... Liam...
- Stell, daj mi szansę. Poznaj mnie a potem dopiero oceń.
- Liam...
- Poznaj prawdziwego mnie, tego którego znają oni - wskazałem na nasz stolik - tego którym kiedyś byłem codziennie. A nie sugeruj się tym mną którego wszyscy się boja, którego stworzyło społeczeństwo.
- Ja też jestem społeczeństwem.
- Proszę.
- Tydzień?
- Miesiąc, daj mi miesiąc - poprosiłem - a jeśli mnie nie polubisz pozwolę ci po prostu odejść.
- eee... noooo.... Dobra - szepnęła - masz miesiąc by pokazać mi prawdziwego siebie.
- To do zobaczenia jutro o 21?
- Przecież jedziecie do Camden.
- Pojedź ze mną, z nami i  mnie poznaj - po krótkim czasie udało mi się ją przekonać by pojechała z nami, oczywiście ze mną w samochodzie a nie z Fi.

__________________
A na koniec chciałabym...
Boshe, teraz chyba z 5 rozdziałów napisze pod wpływem "Fireproof"
https://a.tumblr.com/tumblr_nbl0hhLclE1qalofto1.mp3#_=_

5 komów = NEXT
Pamiętajcie - każdy komentarze powinien być waszą opinią. Dla mnie jest sugestią i/lub motywacją...

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 3

_______________________________________________________
Liam

Siedziałem w towarzystwie Fifi i jej nowej znajomej, oraz grupki starych znajomych. Jednak mój wzrok ciągle wędrował to jednej niebieskookiej, blondwłosej dziewczyny. Jej uśmiech był taki zaraźliwy, niestety przystawiał się do niej Paul. Wiedziałem że ona nie jest typem dziewczyny na jedną noc, nie wyglądała na taką ona raczej sprawiała wrażenie porządnej więc dziwiło mnie co robi w czwartkowy wieczór na imprezie, na pewno się jeszcze uczyła. Możliwe że w ostatniej lub przedostatniej klasie ale jednak miałem niemal stu procentową pewność że była jeszcze uczennicą. Dziwło mnie też to że pije i ile pije, bo nie stopowała się po drinku czy dwóch, bez skrupułów piła czwartego i zanosiło się na to że jeszcze co najmniej jednego wypije.
Nie za bardzo pasowała do naszego otoczenia, zero percingu, tatuaży czy dziwnych kolorów włosów. Oczywiście nie wszyscy nasi znajomi mieli kolorowe włosy, właściwie to tak jakby grupa Fi miała kolorowe włosy. Nigdy nie interesowało mnie zbytnio jej życie, jednak wiodła ona dość ciekawe i jak po niej widać barwne życie. Co zabawniejsze ona i jej kolorowe koleżanki prowadziła firmę, były specjalistki do spraw wizerunku. Wielu ludzi bawiło to że tęczowe dziewczyny zajmują się tak poważnym zawodem, przypuszczałem że to wszystko ma drugie dno, Fi miała zdecydowanie zbyt łatwy dostęp do drogich dragów by nie być w coś wplątana jednak nie wtrącałem się w jej życie. Fifi i Cara, jej fioletowowłosa przyjaciółka były szefowymi i założycielkami firmy, jednak nie tylko one były kolorowe w swojej firmie. Poza normalnymi ludźmi których zatrudniały, pracowały też tam inne dziewczyny z kolorowymi włosami żółtowłosa Kati, niebieskowłosa Izzy które razem zasiadały jako kierowniczki działu kadr czasem zastanawiałem się jak czuli się ludzie którym mówiły że ich wygląd nie pasuje do wizerunku firmy. Zastanawiałem się czy pytali się co by było gdyby zafarbowali się na jakiś szalony kolor.

***
- Przepraszam ale nie pasuje pan do wizerunku firmy - mówi spokojnie Kati patrząca na mężczyznę który siedzi przed nią w dresie. W tym samym czasie Izzy przeprowadza inną rozmowę kwalifikacyjną w drugim pokoju, jej rozmówczyni ma na sobie różowy top nad pępek i krótką czarną mini. Na twarzy poza toną podkładu i pudru nie ma nic, włosy mają naturalny kolor a ona spokojnie patrzy na kobietę i niewzruszona odpowiada jej:
- Pani wygląd nie pasuje do naszej firmy. Jesteśmy poważną firmą i nie możemy sobie pozwolić na zatrudnienie osoby o pani wyglądzie.
Obie osoby czują się zmieszane, patrzą na swoich kolorowowłosych rozmówców mierząc ich od stup do głów. Izzy ma na sobie jasne rurki i białą elegancką bluzkę do tego czystą kremową marynarkę, dziwić mogą tylko jej niebieskie włosy.
Kati ma na sobie czarną bluzkę z baskinką i białym kołnierzykiem, do tego białe spodnie i pasująca do wszystkiego marynarka. Znów rzucają się w oczy tylko jej żółte włosy.
- Pani żartuje? - pytają obie osoby w tym samym czasie, tak jakby rozmowa była prowadzona w jednym a nie dwóch gabinetach.
- Nie przykro mi ale pański wizerunek nie pasuje do naszej firmy - dziewczyny mówią dobrze brzmiącą formułkę. Kandydaci na posadę specjalisty do spraw wizerunku czują się zakłopotani, zostają odrzuceni przez nienormalnie zafarbowane dziewczyny z powodu NIE odpowiedniego wyglądu

***
Słyszałem rozmowy toczące się w okół mnie i podążałem wzrokiem za mówcą jednak mój umysł był skupiony na czymś zupełnie innym. Chciało mi się śmiać na sam widok sytuacji którą sobie wyobraziłem.
Mój wzrok na sekundę padł na Mare obok której siedziała Bess, dwie różowowłose dziewczyny. Także pracujące w firmie Fi, jednak one zajmują się szkoleniem pracowników. Ale w ich przypadku też musi to całkiem ciekawie wyglądać...

***

- Najważniejszą zasadą jest schludny wygląd, przede wszystkim musicie dbać o swój strój. O swoją twarz. Nie możecie nosić mocnego makijażu, nie powinnyście też chodzić zupełnie bez niego. Oczywiście ta zasada nie dotyczy panów, którym makijażu w czasie pracy nie wolno nosić - cichy śmiech Mary roznosi się po przestronnym pomieszczeniu w którym znajduje się kilku nowych pracowników.
- Powinniście korzystać z usług kosmetyczki, dbać o twarz i dłonie - dodaje Bess siedząca obok.
- Nie możecie przyjść do pracy w potarganych włosach, połamanych paznokciach, brudnych lub nieschludnych ubraniach - ponownie głos zajmuje Mary.
- A włosy - pyta jakaś kobieta, zupełnie zdezorientowana sytuacją. 
- Oczywiście nie narzucamy wam fryzur, możecie chodzić za równo w rozpuszczonych jak i upiętych włosach - Bess zaczyna spokojnie, patrząc na wszystkich zebranych pracowników - wasza fryzura nie powinna być ekstrawagancka, kolor włosów musi pasować do waszej twarzy i stylu w jakim się ubieracie. Przecież to że na co dzień lubicie chodzić w dresach nie oznacza że całkowicie musicie z tego rezygnować.
- A róż - ktoś rzuca z końca sali, żadna z dziewczyn nie zauważa kto to był Mara i Bess szukają wsparcia w sobie, w końcu Bess zabiera głos.
- Jeśli to była uwaga co do naszych włosów to bardzo zabawna - ciągle stara się być spokojną, bierze kilka głębokich wdechów - tak jak mówiłam nie narzucamy wam fryzur, jednak musicie pamiętać że macie płacone od klienta, co oznacza że jeśli przez kolor włosów, fryzurę, ubiór nikt wam nie zaufa, nie będziemy was wiecznie trzymać w firmie ponieważ płacimy wam stawkę minimalną i opłacamy wszystkie inne stawki, co przysparza nam kosztów. A ktoś kto nie ma prawie w ogóle klientów nie przynosi nam zysków, lub przynosi je zbyt małe by móc go utrzymać.
- Czyli...? - dopytuje mężczyzna z pierwszego rzędu.
- Czyli jeśli ktoś zafarbuje się na róż ma mniejsze szanse, i to o wiele mniejsze, niż ktoś kto jest blondynem, brunetem czy rudym. Mniejsze szanse nie oznaczają że nie będą mieli żadnych klientów. Jednak Ci klienci których będą miały takie osoby to w większości mniej ważni klienci, lub ważni klienci ale przynoszący małe zyski.
- Czyli mogę mieć fioletowe włosy? - pyta jakiś facet i wybucha śmiechem, obie dziewczyny zastanawiają się czy to iluzja do jednej z szefowych.
- Oczywiście, że tak - mówi Cara opierając się o framugę drzwi, wszystkie oczy skierowane są w tym momencie na nią. Bess i Mara uśmiechają się do niej - oczywiście zakładam że dziewczyny już państwa poinformowały że zarabiacie 1000 funtów miesięcznie jako podstawę, a cała reszta waszej wypłaty to procenty od tego co zapłacą nam wasi klienci. Więc jeśli wasi klienci będą płacić zaledwie 500 funtów, to wy otrzymacie tylko 25 do 50 funtów prowizji w zależności od wykonywanych dla niego zadań i ważności klienta. 
- A ty masz klientów? - pyta jakaś dziewczyna, nie wiedząc najwyraźniej że Cara jest jej szefową.
- Ja? - śmieje się Cara, nie zwraca uwagi na niewłaściwy zwrot - mam kilku klientów, choć mogłabym ich nie mieć wcale bo jestem współwłaścicielką tej firmy - podchodzi do dziewczyn i podaje im ważne dokumenty - a teraz już nie przeszkadzam - gdy Cara opuszcza salę, wszyscy czują się zmieszani, zwłaszcza dziewczyna która powiedziała jej przez "ty".
Po kilkunastu minutach wszystko wraca na właściwe tory, szkolenie kończy się już w normalnej atmosferze. Nikt nie nawiązuje do kolorowych włosów. Gdy wszyscy pracownicy wychodzą dziewczyny siadają zmęczone na krzesłach.

***

- A ty jak sądzisz Liam? - ktoś zwraca się bezpośrednio do mnie.
- eee... Co?
- Boshe, Payne słuchasz nasz czasem? - zapytała Fi śmieją się.
- eee... nooo... Tak zazwyczaj słucham, po prostu się zamyśliłem, więc o co pytaliście?
- Jakie plany na przyszły tydzień, na ten weekend? - powtórzyła Stella, jak na nową to czuła się bardzo dobrze w naszym towarzystwie, gdyby tylko wiedziała jak bardzo niebezpieczny świat skrywamy.
- No w weekend wybieram się co Camden, myślałam że jedziesz ze mną Fi.
- Tak ja jadę, Harry też chyba będzie no nie?
- Jasne, z tego co wiem to Zayn i Niall też - dodał Louis który właśnie przysiadł się przytulając Molly, właściwie to ostatnią kolorową koleżankę Fi. Stella nie odezwała się na temat Camden, skupiła się na swoim drinku. Jednak miałem cichą nadzieję na to że nowa koleżanka Fi pojedzie z nami.

_______________________________
3 komy = NEXT 
Podoba wam się blog?
Jak sądzicie kim jest Liam? Czy będzie z Stellą? W co wciągnie niewinną dziewczynę, czy Fi pomoże przyjaciółce czy może pociągnie ją na dno?