poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 2

Fifi przedstawiała mnie po kolei swoim znajomym, jak się zorientowałam już po kilku minutach że ma ich dość wielu, zorientowałam się też że jej przyjaciele to głównie mięśniaki.
- Fi - szepnęłam.
- Tak? - zapytała wsypując kostki lodu do szklanek z drinkami które właśnie robiłyśmy.
- Czy twoi przyjaciele mają problemy z prawem?
- Em... - starała się uniknąć odpowiedzi - nie musisz się ich bać.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- No... Może część - mój wzrok pytał jak duża jest ta część ale ona znów zajęła się szklankami do momentu w którym odchrząknęłam - no... Większa część - starała się na mnie nie patrzeć, wiedziała że mój wzrok mógłby w tym momencie zabić, byłam też przerażona - ale mówiłam że nie musisz się ich bać - skończyła mówić a sekundę później do kuchni wszedł wysoki chłopak.
- Hej Fif - zaśmiał się i cmoknął ją w szyję - koleżanka? - zapytał wskazując na mnie a jego obiekt zainteresowania tylko cicho mruknął i skinął delikatnie głową - hej piękna - popatrzył na mnie a w oczach zielonookiej zabłysły łzy, jednak czując ciało chłopaka za sobą i jego dłonie w jej pasie uspokoiła się.
- To jest Stell - zaśmiała się - wariatka wpadająca pod samochody, co najmniej dwa razy na dwadzieścia cztery godziny - jej uwaga rozbawiła mnie i ją ale chłopak tylko popatrzył na mnie.
- Nie wyglądasz na samobójczynię.
- Bo nią nie jest, ona tylko nie patrzy jak chodzi - zaśmiała się i bardziej zagłębiła w jego uścisku.
- Jestem Tom, miło mi cię poznać Stello.
- Stell - jęknęłam.
- Boshe kobiety, Fi też nie lubi swojego imienia choć ma piękne - przygryzł płatek jej ucha szepcząc jej coś w tym samym czasie.
- Tak bywa - zaśmiałyśmy się obie a Tom wziął tacę z alkoholem.
Minęła godzina imprezy, Fi przedstawiła mnie chyba z czterdziestu osobą a wielu jeszcze nie znałam, jednak obie po kilku drinkach miałyśmy dość mówienia o tym jak się poznałyśmy... O tym że ja po prostu mam gdzieś przepisy drogowe ale nie jestem samobójczynią, w końcu na te pytania zaczęłyśmy się śmiać a ludzie tylko na nas patrzyli. Pomimo tego że większa część z nich była niebezpieczna a niektórych z nich kojarzyłam z akt mamy to nie bałam się, może to dziwne ale czułam się nawet bezpieczniejsza w ich towarzystwie gdy uświadomiłam sobie że myślałam o czymś podobnym wychodząc z domu popatrzyłam na Fi, która znała tą historię musiała wyczytać w moich oczach o czym myślę bo od razu wybuchła śmiechem a ja zaraz po niej.
- Może nie pijcie więcej - wtrącił się Tom w którego Fi siedziała wtulona na kanapie.
- To nie alkohol tylko historia Stell nas rozbawiła.
- Ona nic nie powiedziała - popatrzył na nas dziwnie z uśmiechem na ustach, mówiącym że uważa iż ma rację że to alkohol.
- Teraz nie ale jak szła do mnie i uratowałam jej życie po raz drugi to opowiedziała mi coś co w jakimś stopniu pokrywa się z tym gdzie teraz jest.
- Hmm? - zapytał zaciekawiony a dziewczyna od razu przyłożyła usta do jego ucha i szepnęła coś po czym lekko się zaśmiał, ale wiedziałam że nie zdradziła mu za dużo a może nawet nic mu nie zdradziła. Siedziałam dalej w ich towarzystwie rozmawiając o różnych rzeczach, czasem po prostu słuchałam czasem się udzielałam. Ja i Fifi nawiązałyśmy świetny kontakt, wiedziałam że jest jedną z lepszych rzeczy w moim życiu. Moją nową przyjaciółką, często się śmiałyśmy, dogadywałyśmy bez słów.

__________________________________________________________
Liam

Wszedłem do domu Fi ponad godzinę temu w tym czasie tylko kilka razy rzuciła mi się w oczy, część ludzi bawiła się przy basenie a część w domu. Wydawało mi się że kilku osób z tąd nie znam ale jednak to mogły być po prostu dobrze znane mi osoby tylko że w zmienionej fryzurze.
- Payne? - usłyszałem dobrze mi znany, niezbyt lubiany szczebiot - no proszę proszę, Liam przybył na imprezę. Co za zaszczyt - zaśmiała się Kathrina a ja popatrzyłem na nią z góry.
- Czego? - syknąłem przez zęby a jej facet aż się cofnął.
- Uspokoił byś się.
- To byś mnie nie irytowała - posłałem jej piorunujące spojrzenie.
Już się nie odezwała, jej chłoptaś o mal się nie zsikał ze strachu widząc mnie, tak bardzo lubiłem strach w ich oczach, nawet w oczach Kathriny.
Zacząłem spacerować między ludźmi popijając czasem jakiś alkohol który akurat ktoś mi wręczył, były to głównie przeróżne piwa, wdawałem się w krótkie rozmowy chyba że był to ktoś kogo bardzo lubiłem wtedy rozmowy stawały się dłuższe. Zauważyłem że dochodzi już ósma a ja od przyjazdu nie widziałem Ivy.
- Ivy?! - krzyknąłem widząc jak ktoś ją wyciąga przed dom, biedna dziewczyna z którą przyjechałem nie była w stanie się mu postawić nawet gdy była na imprezie z najgorszymi ludźmi z okolicy.
- Odpierdol się! - usłyszałem jak Bob syczy na mnie przez zęby.
- To ty się odpierdol, od niej - wrzasnąłem na niego gdy byliśmy już przed domem.
- Nie twój zasrany biznes - pociągnął dziewczynę a ona się prawie przewróciła z trudem złapała równowagę opierając się o jego tors na co oberwała po twarzy. 
- A właśnie że mój - wrzasnąłem szukając poparcia w oczach biednej dziewczyny, ledwo widzialnie skinęła głową w moim kierunku. Jej oczy przepełniał strach o własne życie, tym razem Bob przegiął. Ja byłem niebezpieczny dla ludzi ale nigdy, nigdy nie skrzywdziłem kobiety. No nie licząc ostrego seksu i tych kobiet które na to zasłużyły. Jednak Ivy nie zasłużyła, ona mu nic nie zrobiła - nie zabijała ludzi, nie kopała dzieci, nie zastraszała staruszków czy Bóg jeden wie co jeszcze mogła by robić. Ivy była po prostu normalną dziewczyną, bez oporów ruszyłem w jego stronę. Myślał że się go boję, myślał że wszyscy się go boimy a prawda była taka że on się powinien bać mnie. Jak na razie nikt nic mu nie zrobił ze względu na brunetkę która go w jakiś sposób kochała. On nie zasługiwał na nią, na żadną inną też nie. Precyzyjnie wymierzyłem mu w policzek, lekko się zachwiał na nogach i chwycił na za czerwone miejsce. Odbąknął coś i rzucił się w moją stonę z pięściami na co ja odpowiedziałem precyzyjnym unikiem. Walka nie trwała długo bo zapłakana dziewczyna chwyciła mnie za ramię w momencie gdy po raz kolejny miałem uderzyć zakrwawionego leżącego sukinsyna.
- Liam... Proszę... Już dość... - mocno wtuliła się w mój tors by nie widzieć Bob'a.
- Dobrze Ivy, spokojnie - zacząłem głaskać ją po głowie - a ty, zbliż się tylko do mnie albo co gorsza do niej a nie skończy się na kilku siniakach - warknąłem i wziąłem brunetkę do środka pozostawiając go samemu sobie.
- Czy on...
- Nie, nie umrze. Nie chciałem go zabić, chciałem by poczuł ból który sam ci zadawał - dotknąłem jej obolałego policzka i zaciągnąłem do kuchni gdzie Fi właśnie przygotowywała kolejne drinki.
- O... Mój... Boże...! - krzyknęła na widok przyjaciółki - znowu cię uderzył?
- Po raz ostatni - warknąłem podając jej mrożonkę by przyłożyła ją sobie do obolałego miejsca - niech się tylko do niej zbliży - powiedziałem i już spokojniejszy popatrzyłem na dziewczyny, Fi zajęła się ranami brunetki a ja skończyłem drinki.
- Gdzie je zanieść?
- Na patio, do stolika gdzie jest Tom i Stell... - szepnęła a ja zastanowiłem się przez chwilę czy znam jakąś Stellę i jak mi się zdawało wcześniej nie słyszałem tego imienia wśród znajomych. Gdy przekroczyłem próg domu zobaczyłem piękną, nie za wysoką blondynkę roześmianą w rozmowie z Tom'em to musiała być ona Stella.
- Mam dla was drinki - rzuciłem przysiadając się - ty musisz być Stella.
- Kurwa, Stell - jęknęła biorąc swojego drinka - po prostu Stell albo Es, ale nie Stella lub co gorsza Estella - jęknęła biorąc duży łyk napoju.
- Jasne - zaśmiałem się, podobała mi się... Nawet bardzo, 

***
- Muszę iść z nią dziś do łóżka - powiedziałem do siebie w myślach. Musi być świetna w te klocki, jest ładna więc na pewno już nie raz to z kimś robiła. Jej piękne jasno różowe, delikatnie brzoskwiniowe usta, jej piękne zielone oczy i śliczne blond włosy sięgające prawie jej pasa. Była taka urocza, miała w sobie jakąś nutkę tajemniczości która tylko przyciągała mnie do niej bardziej. Pechem było to że była przyjaciółką Fi, co sprawiało że musiałem mieć pewność że ona też będzie chciała iść ze mną do łóżka. No chyba że chciałem przestać się przyjaźnić z Fi. Wtedy mogło by mnie to nie obchodzić.

***

- A ty? - znowu usłyszałem to pytanie, które sprawiło że powróciłem do rzeczywistości.
- Ja... Ja to Liam.
- Ładnie - uśmiechnęła się - nie pijesz? - zapytał wskazując na brak alkoholu w mojej ręce.
- Ja... Skończyło mi się piwo - skończyłem a ona podsunęła mi pod nos dwie puszki.
- Tu jeszcze jest.

Rozdział 1

Gdy zegar wskazał czwartą w końcu podjąłem decyzję że jednak idę na imprezę do Fi, w końcu i tak nie miałem co robić w domu a do baru nie miałem zamiaru iść sam. Podszedłem do szafy i ubrałem czarne rurki i biały t-shirt na co narzuciłem koszulę w kratę, włosy delikatnie zmierzwiłem. Gdy stanąłem w drzwiach jeszcze raz się przejrzałem, wyglądałem... Hmm... Dla mnie po prostu normalnie, ale większość kobiet po prostu dostawała palpitacji serca. Założyłem białe vansy i zamknąłem drzwi, samochód jak zwykle stał przed drzwiami dzięki czemu nie zmokłem za bardzo.
- Li! - usłyszałem damski głos i się odwróciłem, była to Kathe która biegła szybko w moją stronę.
- Co jest? - zapytałem przez śmiech.
- Wziął byś mnie ze sobą?
- Jasne, wskakuj - prawie płacząc ze śmiechu otworzyłem drzwi pasażera i pomogłem lekko zmokniętej dziewczynie wskoczyć do samochodu - dobrze że bardziej nie zmokłaś bo musiałabyś jechać nago - zaśmiałem się.
- Hmm... I tak mam pod dołem bikini - szturchnęła mnie w ramię i zapięła swój pas bezpieczeństwa.
Wskoczyłem do samochodu od swojej strony i włączyłem iPoda by zaraz potem po samochodzie rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki, Kate pokręciła głowę, tak dobrze znała tekst tej piosenki, wszscy którzy więcej niż raz jechali moim samochodem znali tą piosenkę. Tylko czasami puszczałem jakąś inną piosenkę ale to na prawdę zdarzało się rzadko. Tak samo rzadko jak tak bardzo milcząca brunetka po mojej lewej stronie. Chciałem zapytać czy coś się stało gdy zauważyłem że pod jej prawym okiem widnieje fioletowy siniak, gdy złapała mnie na patrzeniu się w tamtą stronę szybko popatrzyła w lusterko i z przerażeniem wyciągnęła korektor by zamaskować siny kolor.
- To on ci to zrobił?
- Liam, proszę.
- Dlaczego nie idzie z tobą.
- Poszedł do baru.
- Podoba Ci się taki związek? Mogłabyś mieć każdego.
- Nie ciebie.
- Mnie nikt nie może mieć. Ale ty...
- Liam błagam.
- Boisz się go? - nie poddawałem się, chciałem byto przyznała. By powiedziała że jest z nim tylko i wyłącznie ze strachu. Gdyby to przyznała, mógłbym jej jakoś pomóc, mógłbym sprawić że on by znikł. Dla przyjaciół byłem w stanie zrobić wszystko, tylko ich miałem...
- Liam - przerwała poprawianie makijażu by na mnie popatrzeć - co to zmieni że powiem że go nie kocham?
- Dużo, mogłabyś z nim nie być.
- Nie nie mogłaby,
- Kate - popatrzyłem na nią gdy stanęliśmy na czerwonym.
- Liam - zrobiła do dokładnie to samo, oboje mówiliśmy ostrym tonem tylko że ona pragnęła zakończyć nieprzyjemną rozmowę a ja uratować przyjaciółkę. Resztę drogi do Fifi spędziliśmy w ciszy, a była to dwudziestominutowa jazda co oznaczało że najbardziej rozgadana dziewczyna z mojego otoczenia pobiła właśnie swój własny rekord milczenia.

_________________________________________________
Sella

- Mamo wychodzę - krzyknęłam poprawiając swój ulubiony top.
- Gdzie Stello?
- Do koleżanki, będę tam dziś spać.
- A szkoła?
- Pójdę prosto od niej - dla potwierdzenia swoich słów machnęłam w jej stronę torebką w której oczywiście zamiast zeszytów były tylko kosmetyki.
- Dobrze, baw się dobrze - mruknęła i wróciła do swojej pracy. Była adwokatem, dziwiłam się że chwytała wszystkie moje kłamstwa, czy nie podejrzewała mnie o krętactwo? O to że mogę ją oszukiwać? Przecież mogłabym w tym momencie wsiąść na motocykl jakiegoś narkomana i już nigdy nie wrócić. A ona sądziłaby po prostu że zostałam na dłużej u koleżanki, oczywiście po kilku dniach by się zorientowała że coś jest nie tak, zaczęła by dzwonić do moich znajomych... Potem pojechała by do szkoły, gdzie też by mnie od kilku dni nie widziano. Zaczęła by się zastanawiać gdzie mogę być po czym ponownie obdzwoniłaby wszystkie moje koleżanki by zapytać je u której miałam nocować kilka dni temu. Gdy wszystkie powiedziałyby że nie u niej zaczęła by się martwić trochę bardziej, poszłaby na policję równocześnie informując Greg'a mojego ojca chrzestnego, z wykształcenia i zawodu detektywa że od kilku dni nie ma mnie w domu. Oczywiście nikt nie zapytałby pani adwokat dlaczego dopiero po tak długim czasie zgłasza moje zaginięcie. W końcu albo znaleźli by mnie martwą gdzieś na poboczu lub w kostnicy... Lub po prostu słuch by po mnie zaginął a ja ciągle byłabym na liście zaginionych do momentu gdy sama bym wróciła lub ktoś mnie znalazł.
Po raz kolejny w ciągu dwóch dni o mal nie wpadłam pod samochód.
- Stell - usłyszałam za sobą krzyk Fi, która nie wiadomo skąd się tam wzięła.
- A ty nie w domu z gośćmi? - zaśmiałam się.
- Nie, jak wychodziłam po alkohol nikogo jeszcze nie było a jeśli w tym czasie ktoś się zjawił to wie jak wejść.
- Zostawiłaś otwarty dom?
- Ta... Nie raz tak robię jeszcze mnie nie okradli - jej pogodne nastawienie mnie zadziwiało, wzięłam od niej część reklamówek z butelkami.
- Nie musisz mi pomagać tego nieść, nie jest takie ciężkie - zaśmiała się.
- Jasne, jasne... Jednak Ci pomogę.
- No dobra. A czy ty mogłabyś uważać jak chodzisz po drodze?
- Przecież uważam - starałam się zrobić minę niewiniątka.
- Ta jasne, dlatego drugi raz w ciągu dwudziestu czterech godzin cię ratuję spod kół... - to nie było pytanie, raczej próba wylania gniewu w dość miły sposób.
- No...
- Właśnie - zaśmiała się i wskazała na drogę głową by uświadomić mnie że możemy przechodzić. W drodze do domu Fi bardzo się śmiałyśmy z głupich rzeczy. Opowiedziałam jej trochę o sobie, potem o matce. Gdy powiedziałam jej o tym jak się zachowuje gdy wychodzę z domu i historie które wymyślałyśmy z przyjaciółkami które mogły by się stać stwierdziła że jestem wariatką i idiotką ale w pozytywny sposób. Gdy doszłyśmy pod jej dom okazało się że miała rację kilka samochodów stało już na podjeździe, jej oczy aż zabłysły na widok granatowego samochodu stojącego najbliżej drzwi.
- Kto to? 
- Kto? - zapytała udając że nie ma iskierek w oczach...
- Twój chłopak.
- Nie. Znaczy... Tak. Właściwie to nie wiem.

Prolog

Siedziałem na kanapie i skakałem po kanałach w telewizji, szczerze powiedziawszy dzisiejszy dzień był... Nudny, krótko mówiąc. Jak zwykle pobudka w pustym łóżku, pomimo tego że wieczorem leżałem w nim z jakąś kobietą, szybki kąpiel i próba przypomnienia sobie jej imienia, ale to była tylko próba bo jak zwykle poddałem się po niespełna minucie, przeczesałem ręką niezbyt długie mokre włosy i poszedłem po herbatę, a potem usiadłem po prostu w salonie na kanapie w samych spodniach dresowych. Tak minęło mi kilka nudnych i długich godzin środowego przedpołudnia.
- Liam?! - usłyszałem głos zza drzwi wejściowych, niechętnie zszedłem z wygodnej ciepłej kanapy i poszedłem sprawdzić kto może czegoś ode mnie chcieć. Właściwie to nie za wiele osób wchodziło w grę, mało kto wiedział gdzie mieszkam... Nie wliczając dziewczyn które były ty tylko na przygodni seks, ale ona zazwyczaj nie znały mojego imienia a nawet jeśli znały to nie chciały wracać w ostateczności starały się mnie spotkać ponownie w jakimś klubie.
- No czego chcesz... - warknąłem otwierając drzwi - Tom - dodałem gdy zobaczyłem twarz gościa.
- Sprawdzam czy żyjesz, jutro Fifi organizuje imprezę, będziesz?
- Nie wiem... - właściwie impreza była dość dobrym pomysłem, ale raczej u Fifi nie wyrwę laski z którą mógłbym potem się pobawić w sypialni, jednak dawno nie byłem u przyjaciela na imprezie a te organizowane przez zielonowłosą były... Ostre. Zaśmiałem się na samo wspomnienie poprzednich imprez, które urządziła moja szalona koleżanka. Należała do nielicznej grupy tych dziewczyn które najpierw poszły ze mną do łóżka a potem stwierdziły że jestem zajebistym gościem i chcą się przyjaźnić, poza tym były chyba to też jedyne laski z łóżka których imiona zapamiętałem. Właściwie poza Fi były jeszcze Ivi, Lisa i Rose... Ale te dwie ostatnie mieszkały teraz w huj daleko i rzadko je widywałem.
- Jak by co to adres znasz, impreza zaczyna się o piątej. Weź kąpielówki bo ma zajebisty basen.
- Wiem, pamiętam - kolejne miłe wspomnienie przepłynęło przez moją głowę, tylko dwa razy byłem w tym basenie. Jeden raz doskonale zapadł mi w pamięć, pomimo tego że nie byłem z Fi uprawialiśmy tam boski seks, moje imię wydobywające się z jej ust gdy przyciskałem ją do ścianek basenu....
- To może do zobaczenia - usłyszałem jego głos a zaraz potem odgłos zamykanych drzwi, uwielbiałem moich przyjaciół za to że potrafili wiedzieć kiedy nie mam po prostu nastroju do rozmów. Powróciłem na kanapę i znów zająłem się oglądaniem jakichś nudnych programów.

________________________________________________________
Stella

Jak zwykle po szkole szłam w stronę domu ze słuchawkami w uszach, nie słysząc ani nie zauważając nikogo. Przyjaciele uważali że pewnego dnia się zabiję, ale jak na razie nic się nie stało a całe życie tak robiłam, do zakończenia szkoły pozostało mi zaledwie trzy miesiące więc według mnie nic nie mogło mi się stać.
- Stel! - usłyszałam czyjś głos ale nim się zdążyłam odwrócić ten ktoś już trzymał mnie za ramię.
- Hej .... - przeciągnęłam by zobaczyć kto to ale nie poznałam twarzy a nawet gdy widziałam kogoś kilka minut w życiu potrafiłam go rozpoznać. Po czym uświadomiłam sobie że krzyczał ktoś zupełnie inny, kto teraz tylko mi pomachał i wsiadł do samochodu, jednak zauważyłam panią Collins za kółkiem i wiedziałam że wołała mnie Lisa. Uświadomiłam sobie też że o mal nie wpadłam pod samochód, oczywiście kilka razy w życiu ktoś mnie już tak zatrzymał no ale ja ciągle wracałam jak w jakimś amoku do domu.
- No hej wariatko - zaśmiała się dziewczyna i puściła moje ramię - ktoś krzyknął twoje imię i zobaczyłam że o mało nie wpadłaś pod samochody.
- Dziękuję za uratowanie... - nie wiedziałam jak brązowooka dziewczyna się nazywa więc tylko posłałam jej przyjacielski uśmiech.
- Spoko, podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - tym razem ja też wybuchnęłam śmiechem - jestem Fifi a ty jak sądzę Stella.
- Stel - sprostowałam a na jej twary znów zagościł uśmiech
- Też nie lubisz swojego całego imienia?
- Nienawidzę - powiedziałam tym razem naciskając przycisk by móc spokojnie przejść na drugą stronę.
- W którą stronę idziesz?
- Na Clarence Rd a ty?
- Na Birch St, więc może... Jeśli chcesz oczywiście poszłybyśmy razem, przynajmniej byś nie wpadła pod samochód - zielonowłosa dziewczyna miała bardzo przyjacielski i śmiechliwy charakter, jej śmiech po prostu zarażał.
- Jasne, jeśli chcesz - powiedziałam w tym samym momencie zapaliło się zielone światło które dało nam możliwość przejścia ruchliwej ulicy.
W trakcie krótkiej ale przemiłej podróży do domu wiele się o sobie dowiedziałyśmy, byłyśmy trochę jak ogień i woda. Ja niebieskooka blondynka, trochę szalona ale bardzo asekuracyjna i ona brązowooka, zielonowłosa istota tryskająca energią i szaleństwem. Okazało się że jutro organizuje imprezę, co było trochę szalone bo to będzie czwartek i wiele osób ma na następny dzień szkołę lub pracę ale jak się zdawało jej najomym to nie przeszkadza. Pewnie część z nich po prostu się nie uczy lub nie pracuje a ta druga część albo nie będzie pić albo zrobi sobie wolne w piątek.
- Może byś przyszła? - zapytała przez śmiech po tym jak chwile temu opowiedziałam jej o tym jak wyglądają te SZALONE imprezy u moich szkolnych znajomych.
- No wiesz - nie chodziło o szkołę w piątek bo to by nie były moje pierwsze wagary, oczywiście wszystkie usprawiedliwiałam podrabiając podpis mamy.
- Daj spokój, czasem trzeba odpuścić sobie nudne zajęcia.
- Nie, nie... Nie chodzi o zajęcia - tym razem to ja się zaśmiałam - po prostu nie znamy się za bardzo a ty mnie zapraszasz na imprezę. A jeśli byłabym seryjnym mordercą?
Tym razem to ona wybuchnęła śmiechem i delikatnie poklepała mnie po ramieniu, mówiąc tylko Widzimy się jutro, punkt piąta. Weź bikini. Na karteczce szybko zapisała swój numer telefonu i adres, a ja obiecałam się odezwać i zjawić po czym otworzyłam drzwi do domu.