- Fi - szepnęłam.
- Tak? - zapytała wsypując kostki lodu do szklanek z drinkami które właśnie robiłyśmy.
- Czy twoi przyjaciele mają problemy z prawem?
- Em... - starała się uniknąć odpowiedzi - nie musisz się ich bać.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- No... Może część - mój wzrok pytał jak duża jest ta część ale ona znów zajęła się szklankami do momentu w którym odchrząknęłam - no... Większa część - starała się na mnie nie patrzeć, wiedziała że mój wzrok mógłby w tym momencie zabić, byłam też przerażona - ale mówiłam że nie musisz się ich bać - skończyła mówić a sekundę później do kuchni wszedł wysoki chłopak.
- Hej Fif - zaśmiał się i cmoknął ją w szyję - koleżanka? - zapytał wskazując na mnie a jego obiekt zainteresowania tylko cicho mruknął i skinął delikatnie głową - hej piękna - popatrzył na mnie a w oczach zielonookiej zabłysły łzy, jednak czując ciało chłopaka za sobą i jego dłonie w jej pasie uspokoiła się.
- To jest Stell - zaśmiała się - wariatka wpadająca pod samochody, co najmniej dwa razy na dwadzieścia cztery godziny - jej uwaga rozbawiła mnie i ją ale chłopak tylko popatrzył na mnie.
- Nie wyglądasz na samobójczynię.
- Bo nią nie jest, ona tylko nie patrzy jak chodzi - zaśmiała się i bardziej zagłębiła w jego uścisku.
- Jestem Tom, miło mi cię poznać Stello.
- Stell - jęknęłam.
- Boshe kobiety, Fi też nie lubi swojego imienia choć ma piękne - przygryzł płatek jej ucha szepcząc jej coś w tym samym czasie.
- Tak bywa - zaśmiałyśmy się obie a Tom wziął tacę z alkoholem.
Minęła godzina imprezy, Fi przedstawiła mnie chyba z czterdziestu osobą a wielu jeszcze nie znałam, jednak obie po kilku drinkach miałyśmy dość mówienia o tym jak się poznałyśmy... O tym że ja po prostu mam gdzieś przepisy drogowe ale nie jestem samobójczynią, w końcu na te pytania zaczęłyśmy się śmiać a ludzie tylko na nas patrzyli. Pomimo tego że większa część z nich była niebezpieczna a niektórych z nich kojarzyłam z akt mamy to nie bałam się, może to dziwne ale czułam się nawet bezpieczniejsza w ich towarzystwie gdy uświadomiłam sobie że myślałam o czymś podobnym wychodząc z domu popatrzyłam na Fi, która znała tą historię musiała wyczytać w moich oczach o czym myślę bo od razu wybuchła śmiechem a ja zaraz po niej.
- Może nie pijcie więcej - wtrącił się Tom w którego Fi siedziała wtulona na kanapie.
- To nie alkohol tylko historia Stell nas rozbawiła.
- Ona nic nie powiedziała - popatrzył na nas dziwnie z uśmiechem na ustach, mówiącym że uważa iż ma rację że to alkohol.
- Teraz nie ale jak szła do mnie i uratowałam jej życie po raz drugi to opowiedziała mi coś co w jakimś stopniu pokrywa się z tym gdzie teraz jest.
- Hmm? - zapytał zaciekawiony a dziewczyna od razu przyłożyła usta do jego ucha i szepnęła coś po czym lekko się zaśmiał, ale wiedziałam że nie zdradziła mu za dużo a może nawet nic mu nie zdradziła. Siedziałam dalej w ich towarzystwie rozmawiając o różnych rzeczach, czasem po prostu słuchałam czasem się udzielałam. Ja i Fifi nawiązałyśmy świetny kontakt, wiedziałam że jest jedną z lepszych rzeczy w moim życiu. Moją nową przyjaciółką, często się śmiałyśmy, dogadywałyśmy bez słów.
__________________________________________________________
Liam
Wszedłem do domu Fi ponad godzinę temu w tym czasie tylko kilka razy rzuciła mi się w oczy, część ludzi bawiła się przy basenie a część w domu. Wydawało mi się że kilku osób z tąd nie znam ale jednak to mogły być po prostu dobrze znane mi osoby tylko że w zmienionej fryzurze.
- Payne? - usłyszałem dobrze mi znany, niezbyt lubiany szczebiot - no proszę proszę, Liam przybył na imprezę. Co za zaszczyt - zaśmiała się Kathrina a ja popatrzyłem na nią z góry.
- Czego? - syknąłem przez zęby a jej facet aż się cofnął.
- Uspokoił byś się.
- To byś mnie nie irytowała - posłałem jej piorunujące spojrzenie.
Już się nie odezwała, jej chłoptaś o mal się nie zsikał ze strachu widząc mnie, tak bardzo lubiłem strach w ich oczach, nawet w oczach Kathriny.
Zacząłem spacerować między ludźmi popijając czasem jakiś alkohol który akurat ktoś mi wręczył, były to głównie przeróżne piwa, wdawałem się w krótkie rozmowy chyba że był to ktoś kogo bardzo lubiłem wtedy rozmowy stawały się dłuższe. Zauważyłem że dochodzi już ósma a ja od przyjazdu nie widziałem Ivy.
- Ivy?! - krzyknąłem widząc jak ktoś ją wyciąga przed dom, biedna dziewczyna z którą przyjechałem nie była w stanie się mu postawić nawet gdy była na imprezie z najgorszymi ludźmi z okolicy.
- Odpierdol się! - usłyszałem jak Bob syczy na mnie przez zęby.
- To ty się odpierdol, od niej - wrzasnąłem na niego gdy byliśmy już przed domem.
- Nie twój zasrany biznes - pociągnął dziewczynę a ona się prawie przewróciła z trudem złapała równowagę opierając się o jego tors na co oberwała po twarzy.
- A właśnie że mój - wrzasnąłem szukając poparcia w oczach biednej dziewczyny, ledwo widzialnie skinęła głową w moim kierunku. Jej oczy przepełniał strach o własne życie, tym razem Bob przegiął. Ja byłem niebezpieczny dla ludzi ale nigdy, nigdy nie skrzywdziłem kobiety. No nie licząc ostrego seksu i tych kobiet które na to zasłużyły. Jednak Ivy nie zasłużyła, ona mu nic nie zrobiła - nie zabijała ludzi, nie kopała dzieci, nie zastraszała staruszków czy Bóg jeden wie co jeszcze mogła by robić. Ivy była po prostu normalną dziewczyną, bez oporów ruszyłem w jego stronę. Myślał że się go boję, myślał że wszyscy się go boimy a prawda była taka że on się powinien bać mnie. Jak na razie nikt nic mu nie zrobił ze względu na brunetkę która go w jakiś sposób kochała. On nie zasługiwał na nią, na żadną inną też nie. Precyzyjnie wymierzyłem mu w policzek, lekko się zachwiał na nogach i chwycił na za czerwone miejsce. Odbąknął coś i rzucił się w moją stonę z pięściami na co ja odpowiedziałem precyzyjnym unikiem. Walka nie trwała długo bo zapłakana dziewczyna chwyciła mnie za ramię w momencie gdy po raz kolejny miałem uderzyć zakrwawionego leżącego sukinsyna.
- Liam... Proszę... Już dość... - mocno wtuliła się w mój tors by nie widzieć Bob'a.
- Dobrze Ivy, spokojnie - zacząłem głaskać ją po głowie - a ty, zbliż się tylko do mnie albo co gorsza do niej a nie skończy się na kilku siniakach - warknąłem i wziąłem brunetkę do środka pozostawiając go samemu sobie.
- Czy on...
- Nie, nie umrze. Nie chciałem go zabić, chciałem by poczuł ból który sam ci zadawał - dotknąłem jej obolałego policzka i zaciągnąłem do kuchni gdzie Fi właśnie przygotowywała kolejne drinki.
- O... Mój... Boże...! - krzyknęła na widok przyjaciółki - znowu cię uderzył?
- Po raz ostatni - warknąłem podając jej mrożonkę by przyłożyła ją sobie do obolałego miejsca - niech się tylko do niej zbliży - powiedziałem i już spokojniejszy popatrzyłem na dziewczyny, Fi zajęła się ranami brunetki a ja skończyłem drinki.
- Gdzie je zanieść?
- Na patio, do stolika gdzie jest Tom i Stell... - szepnęła a ja zastanowiłem się przez chwilę czy znam jakąś Stellę i jak mi się zdawało wcześniej nie słyszałem tego imienia wśród znajomych. Gdy przekroczyłem próg domu zobaczyłem piękną, nie za wysoką blondynkę roześmianą w rozmowie z Tom'em to musiała być ona Stella.
- Mam dla was drinki - rzuciłem przysiadając się - ty musisz być Stella.
- Kurwa, Stell - jęknęła biorąc swojego drinka - po prostu Stell albo Es, ale nie Stella lub co gorsza Estella - jęknęła biorąc duży łyk napoju.
- Jasne - zaśmiałem się, podobała mi się... Nawet bardzo,
***
- Muszę iść z nią dziś do łóżka - powiedziałem do siebie w myślach. Musi być świetna w te klocki, jest ładna więc na pewno już nie raz to z kimś robiła. Jej piękne jasno różowe, delikatnie brzoskwiniowe usta, jej piękne zielone oczy i śliczne blond włosy sięgające prawie jej pasa. Była taka urocza, miała w sobie jakąś nutkę tajemniczości która tylko przyciągała mnie do niej bardziej. Pechem było to że była przyjaciółką Fi, co sprawiało że musiałem mieć pewność że ona też będzie chciała iść ze mną do łóżka. No chyba że chciałem przestać się przyjaźnić z Fi. Wtedy mogło by mnie to nie obchodzić.
***
- A ty? - znowu usłyszałem to pytanie, które sprawiło że powróciłem do rzeczywistości.
- Ja... Ja to Liam.
- Ładnie - uśmiechnęła się - nie pijesz? - zapytał wskazując na brak alkoholu w mojej ręce.
- Ja... Skończyło mi się piwo - skończyłem a ona podsunęła mi pod nos dwie puszki.
- Tu jeszcze jest.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz