- Li! - usłyszałem damski głos i się odwróciłem, była to Kathe która biegła szybko w moją stronę.
- Co jest? - zapytałem przez śmiech.
- Wziął byś mnie ze sobą?
- Jasne, wskakuj - prawie płacząc ze śmiechu otworzyłem drzwi pasażera i pomogłem lekko zmokniętej dziewczynie wskoczyć do samochodu - dobrze że bardziej nie zmokłaś bo musiałabyś jechać nago - zaśmiałem się.
- Hmm... I tak mam pod dołem bikini - szturchnęła mnie w ramię i zapięła swój pas bezpieczeństwa.
Wskoczyłem do samochodu od swojej strony i włączyłem iPoda by zaraz potem po samochodzie rozniosły się dźwięki mojej ulubionej piosenki, Kate pokręciła głowę, tak dobrze znała tekst tej piosenki, wszscy którzy więcej niż raz jechali moim samochodem znali tą piosenkę. Tylko czasami puszczałem jakąś inną piosenkę ale to na prawdę zdarzało się rzadko. Tak samo rzadko jak tak bardzo milcząca brunetka po mojej lewej stronie. Chciałem zapytać czy coś się stało gdy zauważyłem że pod jej prawym okiem widnieje fioletowy siniak, gdy złapała mnie na patrzeniu się w tamtą stronę szybko popatrzyła w lusterko i z przerażeniem wyciągnęła korektor by zamaskować siny kolor.
- To on ci to zrobił?
- Liam, proszę.
- Dlaczego nie idzie z tobą.
- Poszedł do baru.
- Podoba Ci się taki związek? Mogłabyś mieć każdego.
- Nie ciebie.
- Mnie nikt nie może mieć. Ale ty...
- Liam błagam.
- Boisz się go? - nie poddawałem się, chciałem byto przyznała. By powiedziała że jest z nim tylko i wyłącznie ze strachu. Gdyby to przyznała, mógłbym jej jakoś pomóc, mógłbym sprawić że on by znikł. Dla przyjaciół byłem w stanie zrobić wszystko, tylko ich miałem...
- Liam - przerwała poprawianie makijażu by na mnie popatrzeć - co to zmieni że powiem że go nie kocham?
- Dużo, mogłabyś z nim nie być.
- Nie nie mogłaby,
- Kate - popatrzyłem na nią gdy stanęliśmy na czerwonym.
- Liam - zrobiła do dokładnie to samo, oboje mówiliśmy ostrym tonem tylko że ona pragnęła zakończyć nieprzyjemną rozmowę a ja uratować przyjaciółkę. Resztę drogi do Fifi spędziliśmy w ciszy, a była to dwudziestominutowa jazda co oznaczało że najbardziej rozgadana dziewczyna z mojego otoczenia pobiła właśnie swój własny rekord milczenia.
_________________________________________________
Sella
- Mamo wychodzę - krzyknęłam poprawiając swój ulubiony top.
- Gdzie Stello?
- Do koleżanki, będę tam dziś spać.
- A szkoła?
- Pójdę prosto od niej - dla potwierdzenia swoich słów machnęłam w jej stronę torebką w której oczywiście zamiast zeszytów były tylko kosmetyki.
- Dobrze, baw się dobrze - mruknęła i wróciła do swojej pracy. Była adwokatem, dziwiłam się że chwytała wszystkie moje kłamstwa, czy nie podejrzewała mnie o krętactwo? O to że mogę ją oszukiwać? Przecież mogłabym w tym momencie wsiąść na motocykl jakiegoś narkomana i już nigdy nie wrócić. A ona sądziłaby po prostu że zostałam na dłużej u koleżanki, oczywiście po kilku dniach by się zorientowała że coś jest nie tak, zaczęła by dzwonić do moich znajomych... Potem pojechała by do szkoły, gdzie też by mnie od kilku dni nie widziano. Zaczęła by się zastanawiać gdzie mogę być po czym ponownie obdzwoniłaby wszystkie moje koleżanki by zapytać je u której miałam nocować kilka dni temu. Gdy wszystkie powiedziałyby że nie u niej zaczęła by się martwić trochę bardziej, poszłaby na policję równocześnie informując Greg'a mojego ojca chrzestnego, z wykształcenia i zawodu detektywa że od kilku dni nie ma mnie w domu. Oczywiście nikt nie zapytałby pani adwokat dlaczego dopiero po tak długim czasie zgłasza moje zaginięcie. W końcu albo znaleźli by mnie martwą gdzieś na poboczu lub w kostnicy... Lub po prostu słuch by po mnie zaginął a ja ciągle byłabym na liście zaginionych do momentu gdy sama bym wróciła lub ktoś mnie znalazł.
Po raz kolejny w ciągu dwóch dni o mal nie wpadłam pod samochód.
- Stell - usłyszałam za sobą krzyk Fi, która nie wiadomo skąd się tam wzięła.
- A ty nie w domu z gośćmi? - zaśmiałam się.
- Nie, jak wychodziłam po alkohol nikogo jeszcze nie było a jeśli w tym czasie ktoś się zjawił to wie jak wejść.
- Zostawiłaś otwarty dom?
- Ta... Nie raz tak robię jeszcze mnie nie okradli - jej pogodne nastawienie mnie zadziwiało, wzięłam od niej część reklamówek z butelkami.
- Nie musisz mi pomagać tego nieść, nie jest takie ciężkie - zaśmiała się.
- Jasne, jasne... Jednak Ci pomogę.
- No dobra. A czy ty mogłabyś uważać jak chodzisz po drodze?
- Przecież uważam - starałam się zrobić minę niewiniątka.
- Ta jasne, dlatego drugi raz w ciągu dwudziestu czterech godzin cię ratuję spod kół... - to nie było pytanie, raczej próba wylania gniewu w dość miły sposób.
- No...
- Właśnie - zaśmiała się i wskazała na drogę głową by uświadomić mnie że możemy przechodzić. W drodze do domu Fi bardzo się śmiałyśmy z głupich rzeczy. Opowiedziałam jej trochę o sobie, potem o matce. Gdy powiedziałam jej o tym jak się zachowuje gdy wychodzę z domu i historie które wymyślałyśmy z przyjaciółkami które mogły by się stać stwierdziła że jestem wariatką i idiotką ale w pozytywny sposób. Gdy doszłyśmy pod jej dom okazało się że miała rację kilka samochodów stało już na podjeździe, jej oczy aż zabłysły na widok granatowego samochodu stojącego najbliżej drzwi.
- Kto to?
- Kto? - zapytała udając że nie ma iskierek w oczach...
- Twój chłopak.
- Nie. Znaczy... Tak. Właściwie to nie wiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz