poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Prolog

Siedziałem na kanapie i skakałem po kanałach w telewizji, szczerze powiedziawszy dzisiejszy dzień był... Nudny, krótko mówiąc. Jak zwykle pobudka w pustym łóżku, pomimo tego że wieczorem leżałem w nim z jakąś kobietą, szybki kąpiel i próba przypomnienia sobie jej imienia, ale to była tylko próba bo jak zwykle poddałem się po niespełna minucie, przeczesałem ręką niezbyt długie mokre włosy i poszedłem po herbatę, a potem usiadłem po prostu w salonie na kanapie w samych spodniach dresowych. Tak minęło mi kilka nudnych i długich godzin środowego przedpołudnia.
- Liam?! - usłyszałem głos zza drzwi wejściowych, niechętnie zszedłem z wygodnej ciepłej kanapy i poszedłem sprawdzić kto może czegoś ode mnie chcieć. Właściwie to nie za wiele osób wchodziło w grę, mało kto wiedział gdzie mieszkam... Nie wliczając dziewczyn które były ty tylko na przygodni seks, ale ona zazwyczaj nie znały mojego imienia a nawet jeśli znały to nie chciały wracać w ostateczności starały się mnie spotkać ponownie w jakimś klubie.
- No czego chcesz... - warknąłem otwierając drzwi - Tom - dodałem gdy zobaczyłem twarz gościa.
- Sprawdzam czy żyjesz, jutro Fifi organizuje imprezę, będziesz?
- Nie wiem... - właściwie impreza była dość dobrym pomysłem, ale raczej u Fifi nie wyrwę laski z którą mógłbym potem się pobawić w sypialni, jednak dawno nie byłem u przyjaciela na imprezie a te organizowane przez zielonowłosą były... Ostre. Zaśmiałem się na samo wspomnienie poprzednich imprez, które urządziła moja szalona koleżanka. Należała do nielicznej grupy tych dziewczyn które najpierw poszły ze mną do łóżka a potem stwierdziły że jestem zajebistym gościem i chcą się przyjaźnić, poza tym były chyba to też jedyne laski z łóżka których imiona zapamiętałem. Właściwie poza Fi były jeszcze Ivi, Lisa i Rose... Ale te dwie ostatnie mieszkały teraz w huj daleko i rzadko je widywałem.
- Jak by co to adres znasz, impreza zaczyna się o piątej. Weź kąpielówki bo ma zajebisty basen.
- Wiem, pamiętam - kolejne miłe wspomnienie przepłynęło przez moją głowę, tylko dwa razy byłem w tym basenie. Jeden raz doskonale zapadł mi w pamięć, pomimo tego że nie byłem z Fi uprawialiśmy tam boski seks, moje imię wydobywające się z jej ust gdy przyciskałem ją do ścianek basenu....
- To może do zobaczenia - usłyszałem jego głos a zaraz potem odgłos zamykanych drzwi, uwielbiałem moich przyjaciół za to że potrafili wiedzieć kiedy nie mam po prostu nastroju do rozmów. Powróciłem na kanapę i znów zająłem się oglądaniem jakichś nudnych programów.

________________________________________________________
Stella

Jak zwykle po szkole szłam w stronę domu ze słuchawkami w uszach, nie słysząc ani nie zauważając nikogo. Przyjaciele uważali że pewnego dnia się zabiję, ale jak na razie nic się nie stało a całe życie tak robiłam, do zakończenia szkoły pozostało mi zaledwie trzy miesiące więc według mnie nic nie mogło mi się stać.
- Stel! - usłyszałam czyjś głos ale nim się zdążyłam odwrócić ten ktoś już trzymał mnie za ramię.
- Hej .... - przeciągnęłam by zobaczyć kto to ale nie poznałam twarzy a nawet gdy widziałam kogoś kilka minut w życiu potrafiłam go rozpoznać. Po czym uświadomiłam sobie że krzyczał ktoś zupełnie inny, kto teraz tylko mi pomachał i wsiadł do samochodu, jednak zauważyłam panią Collins za kółkiem i wiedziałam że wołała mnie Lisa. Uświadomiłam sobie też że o mal nie wpadłam pod samochód, oczywiście kilka razy w życiu ktoś mnie już tak zatrzymał no ale ja ciągle wracałam jak w jakimś amoku do domu.
- No hej wariatko - zaśmiała się dziewczyna i puściła moje ramię - ktoś krzyknął twoje imię i zobaczyłam że o mało nie wpadłaś pod samochody.
- Dziękuję za uratowanie... - nie wiedziałam jak brązowooka dziewczyna się nazywa więc tylko posłałam jej przyjacielski uśmiech.
- Spoko, podobno prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie - tym razem ja też wybuchnęłam śmiechem - jestem Fifi a ty jak sądzę Stella.
- Stel - sprostowałam a na jej twary znów zagościł uśmiech
- Też nie lubisz swojego całego imienia?
- Nienawidzę - powiedziałam tym razem naciskając przycisk by móc spokojnie przejść na drugą stronę.
- W którą stronę idziesz?
- Na Clarence Rd a ty?
- Na Birch St, więc może... Jeśli chcesz oczywiście poszłybyśmy razem, przynajmniej byś nie wpadła pod samochód - zielonowłosa dziewczyna miała bardzo przyjacielski i śmiechliwy charakter, jej śmiech po prostu zarażał.
- Jasne, jeśli chcesz - powiedziałam w tym samym momencie zapaliło się zielone światło które dało nam możliwość przejścia ruchliwej ulicy.
W trakcie krótkiej ale przemiłej podróży do domu wiele się o sobie dowiedziałyśmy, byłyśmy trochę jak ogień i woda. Ja niebieskooka blondynka, trochę szalona ale bardzo asekuracyjna i ona brązowooka, zielonowłosa istota tryskająca energią i szaleństwem. Okazało się że jutro organizuje imprezę, co było trochę szalone bo to będzie czwartek i wiele osób ma na następny dzień szkołę lub pracę ale jak się zdawało jej najomym to nie przeszkadza. Pewnie część z nich po prostu się nie uczy lub nie pracuje a ta druga część albo nie będzie pić albo zrobi sobie wolne w piątek.
- Może byś przyszła? - zapytała przez śmiech po tym jak chwile temu opowiedziałam jej o tym jak wyglądają te SZALONE imprezy u moich szkolnych znajomych.
- No wiesz - nie chodziło o szkołę w piątek bo to by nie były moje pierwsze wagary, oczywiście wszystkie usprawiedliwiałam podrabiając podpis mamy.
- Daj spokój, czasem trzeba odpuścić sobie nudne zajęcia.
- Nie, nie... Nie chodzi o zajęcia - tym razem to ja się zaśmiałam - po prostu nie znamy się za bardzo a ty mnie zapraszasz na imprezę. A jeśli byłabym seryjnym mordercą?
Tym razem to ona wybuchnęła śmiechem i delikatnie poklepała mnie po ramieniu, mówiąc tylko Widzimy się jutro, punkt piąta. Weź bikini. Na karteczce szybko zapisała swój numer telefonu i adres, a ja obiecałam się odezwać i zjawić po czym otworzyłam drzwi do domu.

2 komentarze: