czwartek, 11 września 2014

Rozdział 5

Dzień I
__________________________________________________________________________
Liam

Całą noc nie mogłem spać, obiecała że nie ucieknie i pojedzie ze mną, żałowałem że nie mogłem jej odwieźć do domu przynajmniej bym wiedział gdzie mieszka i czekał bym na nią pod domem a nie czekał do południa na jej SMS z adresem, a wszystko przez to że Fi zaproponowała jej nocleg. Potem zacząłem sobie pluć że sam tego nie zrobiłem. A z drugiej strony czy nie pomyślała by o mnie jak o kimś nachalnym? Chyba była pierwszą dziewczynę o którą chciałem się starać.
- Liam, jesteś pewien?
- Tak Tom jestem pewien.
- Liam, ale będziesz walczył a ty chcesz by ona poznała ciebie, pewnie że tego ciebie? - dopytywała Kati, która przyjechała do mnie z Tomem, znów miała podbite oko pomimo tego że nałożyła korektor i zrobiła świetny makijaż wiedziałem że tamten drań znowu ją uderzył, jak sądziłem Tom też to wiedział.
- Myślisz że ucieknie?
- Nie wiem, nie znam jej tak długo. Jednak jest inna niż ja, Ivy, Fi czy cała reszta.
- Powinienem to odwołać? - zasiali we mnie ziarno niepokoju, przecież nie mogłem jej pozwolić odejść pierwszego dnia a z drugiej strony te walki były częścią mnie i musiała by się z tym pogodzić. Tylko czy to jest to co powinienem jej pokazać pierwszego dnia?
- Liam, nie wiem to twoja decyzja - powiedziała dziewczyna i rzuciła się na moją kanapę.
- Ale mi pomogłaś - zaśmiałem się i wszedłem do kuchni.
Chodziłem po mieszkaniu tam i spowrotem jeszcze z pół godziny nim w końcu usiadłem koło przyjaciółki, oczywiście Tom pobiegł jak tylko Fi napisała że go potrzebuje.
- Nie odwołam - postnaowiłem, choć chyba tak na prawdę od początku nie chciałem tego odwołać.
- Dobrze - zaśmiała się i wróciła do oglądanego programu, gdy zegar wskazał pierwszą popołudniu na stoliku stały dwa talerze makaronu ze szparagami i kurczakiem. Spokojny posiłek przerwało gwałtowne pukanie do drzwi, dziewczyna posłała mi przestraszone spojrzenie. Oboje pomyśleliśmy o jednej osobie - Bob'ie różnica była taka że ona się go bała a ja nie.
- N-nie - szepnęła i spróbowała mnie powstrzymać chwyceniem za nadgarstek, ja jednak byłem silniejszy.
- Wiem że tam jesteście! Otwieracje kurwa te drzwi - teraz byłem pewny że to on, w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Zostań tu - nakazałem.
- N-nie, j-ja j-już p-pójdę - jęknęła a ja bez problemu posadziłem ją z powrotem na kanapie.
- Zostań, jedz, oglądaj. Siedź tu. Pozbędę się go.
- L-liam - szepnęła ale ja jej tylko posłem pokrzepiające spojrzenie i uśmiech, nie wstała tylko zajęła się jedzeniem.
- Czego? - zapytałem otwierając drzwi.
- Kati! Już do mnie! - krzyknął w głąb mojego mieszkania a ja cicho się zaśmiałem.
- Kati nie ma.
- Jak nie jak ją widzę w drzwiach salonu kutasie!
- Nie ma jej dla ciebie, to koniec. Kati z tobą zrywa - zaśmiałem się mu prosto w twarz.
- O nie! Nie dopóki ja jej nie pozwolę odejść - zaśmiał się i wymierzył mi policzek, jednak chybko chwyciłem jego dłoń w nadgarstku.
- Spróbuj, ja nie jestem nią. Jestem silniejszy. 
- Kati! Do samochodu! Już! - krzyknął a dziewczyna skuliła się w rogu mojego hallu.
- Zamknij się i wynoś z mojego mieszkania! Kati i ty to koniec! Już jej nie skrzywdzisz - syknąłem i precyzyjnie uderzyłem w policzek, słyszałem cichy szloch dziewczyny za moimi plecami.
- Kathrino! Do! Samochodu! - krzyknął ponownie, tym razem mocniej uderzyłem go w policzek delikatnie zachwiał się na nogach i uderzył o drzwi sąsiada. Dziewczyna podniosła się z podłogi i przestraszona ruszyła w jego stronę, popatrzyłem na nią.
- Kati, chcesz iść z nim? - nie odpowiedziała, więc popatrzyłem na nią - Kati? - powtórzyłem równie spokojnie.
- N-nie... - znowu upadła i zaczęła płakać.
- No więc skoro ty Kati nie chcesz to nie idziesz a kolega Bob wychodzi stąd i nie wraca. Nie zbliża się do Ciebie. Znika!
- O nie... - ponownie wymierzył mi w policzek jednak ja chwyciłem jego nadgarstek.
- Powiedziałem coś - odepchnąłem intruza i zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem by sekundę później je zakluczyć. Podszedłem do zapłakanej dziewczyny i uklęknąłem przy niej - już dobrze, nie ma go - przytuliłem dziewczynę by mogła się uspokoić.
Kati nie miała siły by wstać z posadzki więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu, usiedliśmy na kanapie a właściwie ja usiadłem a ją posadziłem sobie na kolanach. Gdy już się trochę uspokoiła zacząłem ją karmić już zimnym makaronem, z trudem przełykała kolejne kęsy jednak zjadła połowę z tego co pozostawiła na talerzu.
- N-nie mam domu - szepnęła i wtuliła się w moją klatę.
- Możesz...
- Nie, ty masz teraz kogoś na oku. Nie będę ci się zwalać na głowę. Może pogadam z Fi - szepnęła i podskoczyła słysząc dźwięk telefonu, jednak okazało się że to tylko sms od Stell z jej adresem.
35 Birch S
Wolverhampton
Uśmiechnąłem się pod nosem, już wiem jak się poznały z Fi, skoro Stell ma tendencję wpadania pod koła to albo wpadła zielonej pod maskę albo zielona ją uratowała przed śmiercią gdy szła do domu. Przypadek, który sprawił że moje martwe serce znów zaczęło delikatnie bić. Popatrzyłem na przyjaciółkę, która leżała otulona w koc jej twarz była popuchnięta od płaczu, cicho zaciągała nosem.
Po pół godzinie byłem ubrany w czarne rurki i biały t-shirt na który miałem narzuconą ciemno bordową koszulę w kratę.
- Kati, śpisz? - szepnąłem jej do ucha, usłyszałem ciche mruknięcie które miało być chyba potwierdzającą odpowiedzią - będę za pół godziny, śpij spokojnie - ponownie tylko cicho mruknęła i odwróciła się na drugi bok tak że jej twarz dotykała oparcia kanapy, uśmiechnąłem się lekko i nacisnąłem przycisk, który sprawił że wszystkie rolety osunęły się prawie do końca okien zapewniając dziewczynie ciemność i równocześnie bezpieczeństwo. Wyszedłem, cicho zamykając drzwi, upewniając się kilka razy że na pewno zamknąłem je na klucz i szybko przypominając sobie czy nie pozostawiłem niczego włączonego poza wentylatorem który zapewniał Kati w miarę znośną temperaturę ruszyłem schodami w dół, po kilku sekundach stałem przed swoim samochodem. Upewniłem się jeszcze raz czy Bob, czasem nie stoi gdzieś i nie czeka na okazję by porwać bezbronną dziewczynę włączyłem silnik samochodu i ruszyłem w stronę St. Georges Parade, po dziesięciu minutach stałem na podjeździe domu Stell był bardzo ładny ale miałem wrażenie że strasznie samotny, pusty. Bardziej na pokaz niż do mieszkania.

________________________________
Stella


Siedziałam na blacie w kuchni machając nogami, wcześniej myślałam że matka siedzi u siebie w gabinecie jednak gdy głucha cisza zaczęła uderzać o moje uszy a całe pomieszczenie całkowicie zajęło spokojne i miarowe bicie mojego serca.
- I po co się na to zgodziłaś idiotko?! - krzyczałam sama po sobie, przecież tyle o nim słyszałam a wciągu tych kilku ostatnich godzin jeszcze więcej przeczytałam na temat jego "wyskoków" - no i po co to robisz??! On jest niebezpieczny - powtarzałam sama do siebie patrząc na prawie pusty kubek po herbacie który trzymałam w rękach. Tak mówił że mam poznać prawdziwego Liam'a, ale przecież on był niebezpieczny.
Siedziałam tak i rozmyślałam aż usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
- Stell?! - delikatny głos mamy rozniósł się po całym domu.
- W kuchni - odpowiedziałam i odstawiłam kubek na blat.
Mama weszła do kuchni, oczywiście nie ściągnęła nawet butów, ledwo zrozumiałam jej słowa.
- Mamo, spokojnie. Co się dzieje?
- Nic, kolejna trudna sprawa. Pewnie cały weekend nad nią spędzę - a to nowość, pomyślałam jednak zachowałam kąśliwą uwagę dla siebie.
Kolejne słowa które wypadały z jej ust były dla mnie po prostu prawniczym bełkotem, Krzątała się po kuchni i wyjmowała jakieś rzeczy, z lodówki wyciągnęła sałatkę z kurczakiem, niechętnie zeskoczyłam z blatu i usiadłam z nią do stołu. 
- Mamo... - zaczęłam ale nie umiałam skończyć tego zdania, chociaż wiedziałam że i tak na wszystko się zgodzi. 
- Tak? 
- Wyjeżdżam dziś z koleżanką do Londynu na weekend - zaśmiałam się, trochę z nerwów a trochę szczerze.
- Nie mówiłaś wcześniej.
- Bo to spontaniczny pomysł, no wiesz... Znasz nas.
- No dobrze. Chcesz kasę? - niby było to pytanie ale nim do końca je zadała na stole leżał tysiąc funtów. Taki sposób mojej mamy na rodzicielstwo, dać mi pieniądze za każdym razem.
- Mamo nie musisz - podałam jej plik pieniędzy, które przed chwilą mi dała.
- Weź, więcej nie mam przy sobie.
- Mamo - jęknęłam cicho.
- Weź, przyda wam się na drobne wydatki. Gdyby jednak Ci brakło to...
- Mamo, nie to wystarczy - jęknęłam cicho. Zadała jeszcze kilka pytań, na temat noclegu i tego co zamierzamy tam robić jednak ja nie znając szczegółów odpowiadałam tylko pobieżnie. Że śpimy u rodziny, zamierzamy pochodzić i poszaleć... W końcu przytaknęła i kazała nam się świetnie bawić, jednak nim skończyła jeść sałatkę zadzwonił jej telefon i wybiegła jak opętana z kuchni.
- No tak... - stęknęłam sama do siebie i skończyłam jeść. Posprzątałam i poszłam się przebrać, po kilku minutach wychodziłam ubrana z swojej sypialni.
Zerknęłam na zegarek, wskazywał piątą dwadzieścia, podniosłam torbę w której miałam ubrania i ruszyłam do drzwi. Szybko wyłączyłam wszystkie urządzenia w domu i zamknęłam żaluzje na wszystkich oknach. Przyczepiłam mamie drugą karteczkę na drzwi do gabinetu i otworzyłam drzwi za którymi ujrzałam rozpromienionego Liam'a.
To dla niego, tego Liam'a który stoi przed tobą. Którego poznałaś wczoraj, który cię urzekł a nie tego strasznego którego bali się wszyscy w promieniu 100 mil. To dla niego się zgodziłaś - powiedziałam w myślach sama do siebie i odwzajemniłam uśmiech chłopaka.

______________________
7 komów = NEXT
Pamiętajcie że każdy komentarz jest na wagę złota, każdy bardzo motywuje :P
Dziękuję za to że czytacie i w ogóle.
Miłego dnia <3

7 komentarzy:

  1. Świetny rozdział czekam na next =]

    ~Lenchi♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Nie mogę się doczekać jak Stella będzie poznawać Liam'a : >
    Pozdrawiam.
    od-przyjazni-domilosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. aww :* boski czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  4. pisz dalej fajny ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. oh super czekam na next ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. prosze next :* boski rozdział :*

    OdpowiedzUsuń