sobota, 25 kwietnia 2015

Notatka

Kochane moje misie... Dziś kilka ważnych informacji:

Pierwsza to taka że zawieszam to opowiadanie bo nie mam po prostu czasu a muszę ogarnąć oceny i skończyć ten rok z przyzwoitą średnią.
Poza tym prowadzę kilka innych (starszych) projektów, które muszę zakończyć... Mam nadzieję że zrozumiecie :*

Oczywiście zapraszam was na moje inne ff na blogspocie i wattpadzie :*

Kochani, wszyscy którzy są lub mogą przejść na wattpad niezwykle ułatwili by mi życie no i podnieśli morale bo mam tam mało czytelników a wiem że tu was troszkę jest.
Na wattpad jestem pod pseudonimem zlodziejka-marzen ale daję wam link do jednego z moich ff, które tam są. 
Kocham was misie :*
http://www.wattpad.com/story/32414951 

Jak wejdziecie na moje ff i klikniecie na mnie to pojawią się wam moje inne dzieła :* Serdecznie zapraszam i zapraszajcie innych.


Dla tych, których nie ma na wattpad - rejestracja jest szybka i łatwa i na prawdę jest tam wiele świetnych pisarzy. Jest aplikacja na telefon, na której ja ubóstwiam czytać. I zawsze pokazuje wam się że jest nowy rozdział więc nie musicie sami sprawdzać poprzez sprawdzanie czy daliście gwiazdkę lub przez czytanie kilku zdań :* Na prawdę łatwa i genialna apka :***

Do usłyszenia misie... Tu lub na wattpad :*

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Rozdział 7

___________________________________________
Liam

Droga do Candon nie była długa, ale chciałem nacieszyć się jej obecnością. Zastanawiałem się jak to będzie jak wejdziemy do hotelu, niby mamy jeden pokój ale przecież może mnie unikać i w ogóle poza nocami w nim nie przebywać.
- Przepraszam - szepnęła patrząc w okno.
- Za co?
- Za to jak na niego wyskoczyłam - szepnęła, zrozumiałem że wcale nie jest taką prostą i nieskomplikowaną osobą.
- Nie masz za co. Zasłużył sobie - zaśmiałem się - to dupek. Ale skoro wiesz kim on jest to na pewno domyślasz się...
- Że nie jesteś święty - powiedziała z uśmiechem i popatrzyła na mnie - dawno się domyśliłam, twoja opinia Cię wyprzedza.
- Na pewno jest zła - szepnąłem i gwałtownie zahamowałem bo jakiś pacan przede mną zaczął cofać bo zaświeciło mu się czerwone światło. Stella nie miała zapiętych pasów i uświadomiłem to sobie dopiero zerkając na nią czy jest w całości i zobaczyłem strużkę krwi na jej czole - kurwa Stell, przepraszam - szepnąłem i zacząłem ocierać jej czoło chusteczką higieniczną.
- Liam kurde patrz na drogę, poradzę sobie - zaśmiała się - nie twoja wina.
- Czemu się nie zapięłaś? Grzeczne dziewczynki powinny się zapinać.
- A ty czemu się nie zapiąłeś?
- Bo nie jestem grzeczny.
- A ja jestem?
- No... Ty... Nie wiem. Przepraszam po prostu - zacząłem się mieszać.
- No dobra, nie jestem niegrzeczną dziewczynką ale lubię jeździć z dużą prędkością. A pasy... No cóż, rzadko je zapinam - powiedziała ocierając krew.
Postanowiłem że zatrzymamy się na pierwszej stacji benzynowej bym mógł jej to na spokojnie opatrzyć i kupić jakąś wodę. Na szczęście już niecałe dwie mile dalej zobaczyłem stację a obok niej mały przydrożny pub. Było już późno bo zbliżała się szósta popołudniu i w takich pubach raczej nie bywało jej towarzystwo ale ze mną nic jej się tam nie stanie.
Czasem jesteś byt pewny siebie. A może ona nie jest taka grzeczna? Albo właśnie przy tobie stanie jej się krzywda? - strofowałem sam siebie w myślach.
- Chcesz coś do pica?
- Hmm... A tak może być - odpowiedziała próbując ukryć ranę.
- Nie rób! Zaraz Ci to opatrzę.
- Liam... - szepnęła.
- Nie Stella, to jest rana trzeba ją odkazić i przykleić gaze lub plaster - powiedziałem zjeżdżając z drogi na stację. Szybko zatankowałem samochód do pełna po czym stanąłem na parkingu przed pubem i pomogłem wysiąść jej z auta - pokaż to - powiedziałem otwierając apteczkę i sadzając ją na masce.
- Nie trzeba. Jestem cała - próbowała mi się wyrwać ale posadziłem ją i przytrzymałem kolanem.
- Stella - zaśmiałem się odkręcając wode utlenioną.
- Harry proszę nie! - krzyknęła i próbowała mnie odepchnąć.
- Boisz się wody utlenionej?
- N-nie... - szepnęła.
- Stella.
- No... Tak, proszę nie rób.
- Spokojnie jestem tu i będę - powiedziałem - zamknij oczko - szepnąłem i delikatnie polałem jej rane kropelką wody, syknęła i chwyciła mocno moją dłoń, choć wbijała mi paznokcie nie odczułem tego - Spokojnie Stella, jeszcze sekundka. Zamknij oczy mocno - szepnąłem i nalałem odrobinę więcej wody. Rana delikatnie się pieniła, ale miałem przynajmniej pewność że nie wda się jej zakażenie.
- L-Liam - szepnęła i przyciągnęła mnie a ja szybko nakleiłem gazę na jej ranę i otarłem resztę płynu który spływał po jej policzku.
- Spokojnie, już po wszystkim - powiedziałem a ona najpierw się do mnie przytuliła po czym walnęła mnie z całej siły w klatkę piersiową.
- Musiałeś?! 
- Tak, nie chciałem by wdało Ci się zakażenie. Nawet nie wiesz jak bardzo się ta rana pieniła i ile brudu wypłynęło.
- Nienawidzę Cię - powiedziała i zeskoczyła z maski idąc w stronę pubu.
- Ej czekaj - zawołałem za nią i weszliśmy razem do środka. Skierowaliśmy się w stronę baru. Zamówiłem sobie sok i popatrzyłem na nią - co chcesz do pica?
- Coś mocniejszego.
- Nie rób sobie jaj.
- Mówię poważnie. I tak ty prowadzisz - szepnęła a ja zamówiłem jej drinka. Patrzyła na mnie, chyba nie wierzyła że to zrobię jednak gdy postawili go przed nią to zaczęła go pić - po co jedziemy do Camdon ?
- Mówiłem, jadę odpocząć.
- Nie prawda. Tam się odbywają nielegalne walki. Walczysz?
- Nie. Jadę od...
- Nie kłam! Miej jaja i powiedz kurwa prawdę!
- Nie nie walczę. Ale niektórzy z nas tak. Przepraszam - szepnąłem.
- Czemu nie walczysz?
Zacząłem jej opowiadać o tym co się będzie działo w Camdon, cały czas patrzyła na mnie. Siedliśmy przy cichym i odosobnionym stoliku naprzeciw siebie. Opowiedziałem jej o tym że tym razem będę tylko trenerem bo moja walka na pewno skończyła by się śmiercią przeciwnika. O tym jak rok temu z trudem mnie odciągali od zawodnika by ten mógł przeżyć i że przez to jestem "zawieszony". Cały czas mnie słuchała co jakiś czas zadając pytanie o mnie lub o mnie. Nie pytała o to co robię, interesowała ją tylko walka, ta jutrzejsza i ta poprzednia.
Po pół godzinie takiej rozmowy i jej kolejnych trzech drinkach postanowiłem że najwyższa pora jechać.
- Chodź, jedziemy dalej jeszcze trochę drogi przed nami - uśmiechnąłem się i podałem jej rękę, zapłaciłem za sok i drinki po czym poszliśmy w stronę samochodu. Posadziłem ją, tym razem osobiście zapinając jej pasy a ona odwróciła się w moją stronę i lekko musnęła moje usta.
- Dobrze że nie walczysz - szepnęła i zamknęła oczy - chyba bym się o ciebie bała. A tak to nie muszę - zaśmiała się i włączyła radio. Szybko skoczyłem jeszcze na stację po dwie duże kawy, po czym włożyłem je do uchwytu i ruszyłem. Stella nie była pijana, co najwyżej wstawiona ale i tak byłem pełen podziwu bo wypiła cztery najmocniejsze drinki.


___________________________
Podoba się?
Dobranoc *-* słuchając na dobry sen :)

wtorek, 7 października 2014

Rozdział 6

____________________________________________
Liam

- Dziękuję - szepnąłem pomagając jej wsiąść do samochodu.
- Ty? Nie masz za co. Przecież to ja powinnam dziękować - zaśmiała się, ten śmiech był taki cudowny.
- Jak to nie? Zgodziłaś się ze mną pojechać. Boisz się prawda? - wiedziałem że tak jest, to pytanie było czysto retoryczne, nawet gdyby zaprzeczyła milion razy ja wiedziałbym ze jest inaczej.
- Nie - a jednak spróbowała kłamać, choć oboje wiedzieliśmy jaka jest prawda.
- Dlaczego kłamiesz? Wiem że się boisz... Nie musisz mnie oszukiwać - szepnąłem i usiadłem na swoim miejscu.
- Liam... Ja... - nie odpowiedziała popatrzyła tylko w okno, przez jakiś czas jechaliśmy w ciszy. Nie chciałem zaczynać kolejnego tematu bo bałem się że i ten skończy się kolejnym milczeniem.
Dużo dziewczyn się mnie bało ale nie chciałem by ona należała do ich. W końcu dojechaliśmy na miejsce w którym mieliśmy się spotkać z moimi znajomymi, którzy także się wybierali do Camden. Stell nie chciała wysiadać więc pozwoliłem jej zostać, dałem jej do zabawy swojego smartfona żeby się nie nudziła bo nie wiedziałem ile zajmie nam dogadanie szczegółów a równocześnie nie do końca chciałem by to wszystko słyszała. Kilku z nas miało w ten weekend walkę w Camden, ja niestety albo na szczęście nie zaliczałem się do tych osób. Osobiście trochę żałowałem, ale taka na przykład Fi skakała z radości gdy dowiedziała się że ja nie biorę udziału.
- Hej Li, gdzie masz Stell? - usłyszałem za sobą głos Fifi.
- Siedzi w samochodzie a co?
- Nic, po prostu założyłyśmy się Carą i Izzy czy z tobą przyjedzie. I wygrałam. Muszę jej podziękować - zaśmiała się i skoczyła na miejsce kierowcy mojego samochodu. Ja z powrotem odwróciłem się do tłumu który powoli się zbierał. Po piętnastu minutach byli już wszyscy, Riker przedstawił plan podróży i oznajmił kto się bije. Wszyscy chcieli mieć w tym jakiś swój udział, mój polegał tylko na tym że prowadziłem trening chłopaków którzy mieli walkę.
Po kolejnych minutach zaczęły się denerwować największe tapeciary towarzystwa, nadęte lale które mogły z nami jeździć tylko dla tego że były z jednym z nas... Właściwie chyba nawet ich faceci znosili je tylko dlatego że uważali iż są one świetne w łóżku. Jednak gdy oni odjechali to inne laski też zaczęły się nudzić, my właściwie od ponad trzydziestu minut gadaliśmy o bezsensownych rzeczach.
- Kiedy w końcu skończycie? - zapytała Bess siadając na masce samochodu swojego faceta i przyciągając go do siebie - Ja na prawdę jestem cierpliwa ale nie mam zamiaru jechać z pijanym facetem. Jedno piwo okej - powiedziała biorąc jego puszkę - ale to jest drugie i to przegięcie - powiedziała rzucając puszką za siebie - jedziesz czy zostajesz?
- Jadę, jadę - zaśmiał się próbując ją pocałować jednak ona mu umknęła.
- To się cieszę - powiedziała i wskoczyła do samochodu.
- Liam... - głos Fi o mal nie doprowadził mnie do zawału - może już jedźmy dalej? - powiedziała patrząc na Stell, która wyszła razem z nią. Z osób które tu zostały chyba znała tylko 3 albo 4.
- Tak, to dobry pomysł - powiedziałem i popchnąłem ją na Tom'a - to ja i Stell widzimy się z wami dopiero jutro. Nara - powiedziałem - idziemy do samochodu?
- ee... Jasne - powiedziała szybko przebiegając wzrokiem po osobach które tu były, obróciła się ale Will chwycił ją za łokieć,
- Czy my się nie znamy? - zapytał, byłem wściekły o to co zrobił. Prosiłem ich.
- Raczej nie - odpowiedziała i ponownie się odwróciła.
- Jesteś Jenner?
- Taak - powiedziała i powoli odwróciła się ponownie w ich stronę, zastanawiałem się skąd on ją zna. Czyżby z nią był?
- I jesteś córką Amy?
- Amandy - poprawiła go.
- Tak, tak Amandy Jenner - powiedział, jak dziwnie brzmiało pełne imię jego pani mecenas w jego wykonaniu.
- Tak, a co?
- No proszę córeczka pani mecenas - zaśmiał się - gdyby matka wiedziała z kim się zadajesz - powiedział i najwyraźniej ją zdenerwował.
- Odpierdol się - warknęła podchodząc do niego, nie wiedziałem że jest taka ostra - moja matka ma mnie w dupie. Interesują ją wyłącznie ludzie których broni. Więc nie wpierdalaj się w moje życie. Moja sprawa z kim się zadaję, co robię, kiedy i gdzie! - krzyknęła a Fi wyskoczyła z samochodu i mocno ją przytuliła.
- Stell, nie warto się denerwować przez tego pacana. Jedź już z Harry'm, pojedźcie na obiad czy coś. A on się już zamknie i nie będzie pierdolił - powiedziała i rzuciła mu piorunujące spojrzenie. Wzruszył ramionami, odwrócił się i odszedł.
- Dzięki - szepnąłem - Stell, chodź - powiedziałem i wziąłem ją za rękę. Chwile później dostałem SMS "Jej matka jest adwokatem. Ma ją w dupie. Myśli że pieniądze wychowają córkę. Nie rozmawiaj na ten temat. Wytłumacze ci gdy sama będę wiedzieć więcej. To 40 minut w samochodzie to było za mało. Jej matka broni też Okiego, Pita, Daisy, Matty i Brady. Pomóż jej się rozwerać. Do jutra". "No to mamy przekichane" -  pomyślałem.

___________________________
Podoba się?
Dobranoc *-* słuchając na dobry sen :)

czwartek, 11 września 2014

Rozdział 5

Dzień I
__________________________________________________________________________
Liam

Całą noc nie mogłem spać, obiecała że nie ucieknie i pojedzie ze mną, żałowałem że nie mogłem jej odwieźć do domu przynajmniej bym wiedział gdzie mieszka i czekał bym na nią pod domem a nie czekał do południa na jej SMS z adresem, a wszystko przez to że Fi zaproponowała jej nocleg. Potem zacząłem sobie pluć że sam tego nie zrobiłem. A z drugiej strony czy nie pomyślała by o mnie jak o kimś nachalnym? Chyba była pierwszą dziewczynę o którą chciałem się starać.
- Liam, jesteś pewien?
- Tak Tom jestem pewien.
- Liam, ale będziesz walczył a ty chcesz by ona poznała ciebie, pewnie że tego ciebie? - dopytywała Kati, która przyjechała do mnie z Tomem, znów miała podbite oko pomimo tego że nałożyła korektor i zrobiła świetny makijaż wiedziałem że tamten drań znowu ją uderzył, jak sądziłem Tom też to wiedział.
- Myślisz że ucieknie?
- Nie wiem, nie znam jej tak długo. Jednak jest inna niż ja, Ivy, Fi czy cała reszta.
- Powinienem to odwołać? - zasiali we mnie ziarno niepokoju, przecież nie mogłem jej pozwolić odejść pierwszego dnia a z drugiej strony te walki były częścią mnie i musiała by się z tym pogodzić. Tylko czy to jest to co powinienem jej pokazać pierwszego dnia?
- Liam, nie wiem to twoja decyzja - powiedziała dziewczyna i rzuciła się na moją kanapę.
- Ale mi pomogłaś - zaśmiałem się i wszedłem do kuchni.
Chodziłem po mieszkaniu tam i spowrotem jeszcze z pół godziny nim w końcu usiadłem koło przyjaciółki, oczywiście Tom pobiegł jak tylko Fi napisała że go potrzebuje.
- Nie odwołam - postnaowiłem, choć chyba tak na prawdę od początku nie chciałem tego odwołać.
- Dobrze - zaśmiała się i wróciła do oglądanego programu, gdy zegar wskazał pierwszą popołudniu na stoliku stały dwa talerze makaronu ze szparagami i kurczakiem. Spokojny posiłek przerwało gwałtowne pukanie do drzwi, dziewczyna posłała mi przestraszone spojrzenie. Oboje pomyśleliśmy o jednej osobie - Bob'ie różnica była taka że ona się go bała a ja nie.
- N-nie - szepnęła i spróbowała mnie powstrzymać chwyceniem za nadgarstek, ja jednak byłem silniejszy.
- Wiem że tam jesteście! Otwieracje kurwa te drzwi - teraz byłem pewny że to on, w oczach dziewczyny pojawiły się łzy.
- Zostań tu - nakazałem.
- N-nie, j-ja j-już p-pójdę - jęknęła a ja bez problemu posadziłem ją z powrotem na kanapie.
- Zostań, jedz, oglądaj. Siedź tu. Pozbędę się go.
- L-liam - szepnęła ale ja jej tylko posłem pokrzepiające spojrzenie i uśmiech, nie wstała tylko zajęła się jedzeniem.
- Czego? - zapytałem otwierając drzwi.
- Kati! Już do mnie! - krzyknął w głąb mojego mieszkania a ja cicho się zaśmiałem.
- Kati nie ma.
- Jak nie jak ją widzę w drzwiach salonu kutasie!
- Nie ma jej dla ciebie, to koniec. Kati z tobą zrywa - zaśmiałem się mu prosto w twarz.
- O nie! Nie dopóki ja jej nie pozwolę odejść - zaśmiał się i wymierzył mi policzek, jednak chybko chwyciłem jego dłoń w nadgarstku.
- Spróbuj, ja nie jestem nią. Jestem silniejszy. 
- Kati! Do samochodu! Już! - krzyknął a dziewczyna skuliła się w rogu mojego hallu.
- Zamknij się i wynoś z mojego mieszkania! Kati i ty to koniec! Już jej nie skrzywdzisz - syknąłem i precyzyjnie uderzyłem w policzek, słyszałem cichy szloch dziewczyny za moimi plecami.
- Kathrino! Do! Samochodu! - krzyknął ponownie, tym razem mocniej uderzyłem go w policzek delikatnie zachwiał się na nogach i uderzył o drzwi sąsiada. Dziewczyna podniosła się z podłogi i przestraszona ruszyła w jego stronę, popatrzyłem na nią.
- Kati, chcesz iść z nim? - nie odpowiedziała, więc popatrzyłem na nią - Kati? - powtórzyłem równie spokojnie.
- N-nie... - znowu upadła i zaczęła płakać.
- No więc skoro ty Kati nie chcesz to nie idziesz a kolega Bob wychodzi stąd i nie wraca. Nie zbliża się do Ciebie. Znika!
- O nie... - ponownie wymierzył mi w policzek jednak ja chwyciłem jego nadgarstek.
- Powiedziałem coś - odepchnąłem intruza i zatrzasnąłem mu drzwi przed nosem by sekundę później je zakluczyć. Podszedłem do zapłakanej dziewczyny i uklęknąłem przy niej - już dobrze, nie ma go - przytuliłem dziewczynę by mogła się uspokoić.
Kati nie miała siły by wstać z posadzki więc wziąłem ją na ręce i zaniosłem do salonu, usiedliśmy na kanapie a właściwie ja usiadłem a ją posadziłem sobie na kolanach. Gdy już się trochę uspokoiła zacząłem ją karmić już zimnym makaronem, z trudem przełykała kolejne kęsy jednak zjadła połowę z tego co pozostawiła na talerzu.
- N-nie mam domu - szepnęła i wtuliła się w moją klatę.
- Możesz...
- Nie, ty masz teraz kogoś na oku. Nie będę ci się zwalać na głowę. Może pogadam z Fi - szepnęła i podskoczyła słysząc dźwięk telefonu, jednak okazało się że to tylko sms od Stell z jej adresem.
35 Birch S
Wolverhampton
Uśmiechnąłem się pod nosem, już wiem jak się poznały z Fi, skoro Stell ma tendencję wpadania pod koła to albo wpadła zielonej pod maskę albo zielona ją uratowała przed śmiercią gdy szła do domu. Przypadek, który sprawił że moje martwe serce znów zaczęło delikatnie bić. Popatrzyłem na przyjaciółkę, która leżała otulona w koc jej twarz była popuchnięta od płaczu, cicho zaciągała nosem.
Po pół godzinie byłem ubrany w czarne rurki i biały t-shirt na który miałem narzuconą ciemno bordową koszulę w kratę.
- Kati, śpisz? - szepnąłem jej do ucha, usłyszałem ciche mruknięcie które miało być chyba potwierdzającą odpowiedzią - będę za pół godziny, śpij spokojnie - ponownie tylko cicho mruknęła i odwróciła się na drugi bok tak że jej twarz dotykała oparcia kanapy, uśmiechnąłem się lekko i nacisnąłem przycisk, który sprawił że wszystkie rolety osunęły się prawie do końca okien zapewniając dziewczynie ciemność i równocześnie bezpieczeństwo. Wyszedłem, cicho zamykając drzwi, upewniając się kilka razy że na pewno zamknąłem je na klucz i szybko przypominając sobie czy nie pozostawiłem niczego włączonego poza wentylatorem który zapewniał Kati w miarę znośną temperaturę ruszyłem schodami w dół, po kilku sekundach stałem przed swoim samochodem. Upewniłem się jeszcze raz czy Bob, czasem nie stoi gdzieś i nie czeka na okazję by porwać bezbronną dziewczynę włączyłem silnik samochodu i ruszyłem w stronę St. Georges Parade, po dziesięciu minutach stałem na podjeździe domu Stell był bardzo ładny ale miałem wrażenie że strasznie samotny, pusty. Bardziej na pokaz niż do mieszkania.

________________________________
Stella


Siedziałam na blacie w kuchni machając nogami, wcześniej myślałam że matka siedzi u siebie w gabinecie jednak gdy głucha cisza zaczęła uderzać o moje uszy a całe pomieszczenie całkowicie zajęło spokojne i miarowe bicie mojego serca.
- I po co się na to zgodziłaś idiotko?! - krzyczałam sama po sobie, przecież tyle o nim słyszałam a wciągu tych kilku ostatnich godzin jeszcze więcej przeczytałam na temat jego "wyskoków" - no i po co to robisz??! On jest niebezpieczny - powtarzałam sama do siebie patrząc na prawie pusty kubek po herbacie który trzymałam w rękach. Tak mówił że mam poznać prawdziwego Liam'a, ale przecież on był niebezpieczny.
Siedziałam tak i rozmyślałam aż usłyszałam trzaśnięcie drzwi.
- Stell?! - delikatny głos mamy rozniósł się po całym domu.
- W kuchni - odpowiedziałam i odstawiłam kubek na blat.
Mama weszła do kuchni, oczywiście nie ściągnęła nawet butów, ledwo zrozumiałam jej słowa.
- Mamo, spokojnie. Co się dzieje?
- Nic, kolejna trudna sprawa. Pewnie cały weekend nad nią spędzę - a to nowość, pomyślałam jednak zachowałam kąśliwą uwagę dla siebie.
Kolejne słowa które wypadały z jej ust były dla mnie po prostu prawniczym bełkotem, Krzątała się po kuchni i wyjmowała jakieś rzeczy, z lodówki wyciągnęła sałatkę z kurczakiem, niechętnie zeskoczyłam z blatu i usiadłam z nią do stołu. 
- Mamo... - zaczęłam ale nie umiałam skończyć tego zdania, chociaż wiedziałam że i tak na wszystko się zgodzi. 
- Tak? 
- Wyjeżdżam dziś z koleżanką do Londynu na weekend - zaśmiałam się, trochę z nerwów a trochę szczerze.
- Nie mówiłaś wcześniej.
- Bo to spontaniczny pomysł, no wiesz... Znasz nas.
- No dobrze. Chcesz kasę? - niby było to pytanie ale nim do końca je zadała na stole leżał tysiąc funtów. Taki sposób mojej mamy na rodzicielstwo, dać mi pieniądze za każdym razem.
- Mamo nie musisz - podałam jej plik pieniędzy, które przed chwilą mi dała.
- Weź, więcej nie mam przy sobie.
- Mamo - jęknęłam cicho.
- Weź, przyda wam się na drobne wydatki. Gdyby jednak Ci brakło to...
- Mamo, nie to wystarczy - jęknęłam cicho. Zadała jeszcze kilka pytań, na temat noclegu i tego co zamierzamy tam robić jednak ja nie znając szczegółów odpowiadałam tylko pobieżnie. Że śpimy u rodziny, zamierzamy pochodzić i poszaleć... W końcu przytaknęła i kazała nam się świetnie bawić, jednak nim skończyła jeść sałatkę zadzwonił jej telefon i wybiegła jak opętana z kuchni.
- No tak... - stęknęłam sama do siebie i skończyłam jeść. Posprzątałam i poszłam się przebrać, po kilku minutach wychodziłam ubrana z swojej sypialni.
Zerknęłam na zegarek, wskazywał piątą dwadzieścia, podniosłam torbę w której miałam ubrania i ruszyłam do drzwi. Szybko wyłączyłam wszystkie urządzenia w domu i zamknęłam żaluzje na wszystkich oknach. Przyczepiłam mamie drugą karteczkę na drzwi do gabinetu i otworzyłam drzwi za którymi ujrzałam rozpromienionego Liam'a.
To dla niego, tego Liam'a który stoi przed tobą. Którego poznałaś wczoraj, który cię urzekł a nie tego strasznego którego bali się wszyscy w promieniu 100 mil. To dla niego się zgodziłaś - powiedziałam w myślach sama do siebie i odwzajemniłam uśmiech chłopaka.

______________________
7 komów = NEXT
Pamiętajcie że każdy komentarz jest na wagę złota, każdy bardzo motywuje :P
Dziękuję za to że czytacie i w ogóle.
Miłego dnia <3

poniedziałek, 8 września 2014

Rozdział 4

____________________________________________
Stella

Siedziałam i patrzyłam na nowych znajomych, którzy początkowo wydawali się normalni jednak teraz wiedziałam że wybierają się do Camden, w weekend. To jest niebezpieczna dzielnica i nie wiem co oni zamierzają tam robić w tym czasie, jednak sama myśl o tym że oni tam będą przysparza mnie o mdłości.
- Stella? - Fifi pociągnęła mnie w kierunku kuchni.
- Co jest? - zapytałam chwytając tacę drinków które podała mi dziewczyna.
- Może pojedziesz z nami? - gdy zadała to pytanie o mało nie zadławiłam się własną śliną.
- eee... - poczułam jak mój oddech przyspiesza a serce bije szybciej.
- No weź, będzie fajnie. Poza tym Liam prosi a mu się nie odmawia.
- Fi, Camden...
- Tak wiem o czym myślisz, ale nie myśl o tym. Będzie fajnie, poza tym ja cię nie pozwolę skrzywdzić.
- Fi... - jęknęłam cicho.
- Dobra, rozumiem że nie. Szkoda - powiedziała i skierowała się w stronę tarasu. Całe towarzystwo było już wstawione, ja zresztą też. Postawiłam tacę na stole i popatrzyłam na basen.
- Chcesz popływać? - zapytał Liam, siadając bliżej mnie.
- eee... Nie - odpowiedziałam szybko.
- No weź, chodź - chwycił mnie w pasie i podniósł tak jak bym zupełnie nic nie ważyła.
- Liam, zostaw - zaśmiałam się i próbowałam uwolnić, jednak chłopak był silniejszy. Na moje próby odpowiedział szerokim uśmiechem który pokazał wszystkie jego białe zęby i wstał, już wiedziałam co chce zrobić. Miałam za raz wylądować w basenie, by do tego nie dopuścić mocniej chwyciłam się jego szyi - proszę, nie wrzucaj mnie do basenu - zaśmiałam się, próbowałam poluzować jego uścisk ale mi się nie udało. Staliśmy już na brzegu basenu, myślałam że zaraz zrobi coś by poluzować mój uścisk na jego szyi i spokojnie wrzuci do basenu. Jednak on tylko ściągnął moje buty, po czym też swoje i nim się zorientowałam oboje byliśmy już w wodzie.
- Idioto... Utopił byś nas - śmiałam się, on ciągle mnie trzymał w pasie.
- Nie utopił bym cię, jestem świetnym pływakiem - zaśmiał się i przyciągnął mnie jeszcze bliżej, tak że nasze usta prawie się stykały, jednak nikt nie zauważył tego co działo się w basenie wszyscy byli zajęci sobą, zarówno nasze towarzystwo ze stolika jak i wszyscy inni którzy byli na imprezie - jesteś leciutka więc nie poszlibyśmy na dno.
- Jasne, jasne... Mogę już wyjść?
- Nie - zaśmiał się i odpłynął kawałek dalej bym nie mogła spokojnie wyjść, ciągle trzymał mnie w pasie bym odpłynęła razem z nim.
- Czemu? - cicho się zaśmiałam, zaczynał na mnie działać wypity alkohol.
- Bo chce z tobą popływać. No nie mów że nie chcesz popływać.
- Może chce a może nie.
- No więc popływajmy - zaśmiał się i ściągnął ze mnie bluzkę, próbowałam się mu wyrwać jednak nie wiele to dało chłopak był ode mnie o wiele silniejszy, rozpiął moje spodenki i bez problemu zsunął je z moich nóg i wyrzucił poza basen, ciągle trzymając mnie jedną ręką delikatnie odsunął od siebie i sprawnie pozbawił się swojej koszulki rzucając ją ponad moją głową, wylądowała tuż obok moich ubrań, musiałam to przyznać cela miał świetnego.
- Co ty robisz?
- Pozbawiam cię ciężaru, lepiej ci będzie pływać.
- Mówiłam że nie chce - zaśmiałam się i delikatnie ochlapałam go wodą.
- Pff - fuknął i zaczął pływać pozwalając mi w końcu swobodnie poruszać całym ciałem, skierowałam się więc w stronę brzegu ale on chwycił mnie nim do niego dopłynęłam - ej, to że cię nie trzymam nie znaczy że możesz wyjść.
- Czemu?
- Bo... Bo teraz pływasz - zaśmiał się i znów zaciągnął mnie na środek basenu, ponownie spróbowałam dopłynąć do brzegu jednak chłopak był ode mnie silniejszy i szybszy przez co znowu wylądowałam na środku basenu. Ponowiłam próbę jeszcze z trzy razy lecz na każdym razem kończyło się tak samo.
- Podoba ci się ta zabawa? - zapytaliśmy w tym samym czasie, co wywołało u nas lawinę śmiechu.
- Trochę - przyznał i przyciągnął mnie blisko, położył głowę na moim ramieniu a ja poczułam jego ciepły oddech a po chwili równie ciepłe wargi przy mojej mokrej skórze. Początkowo oszołomiona nie wiedziałam co się dzieje, jednak po chwili uświadomiłam sobie że zostawia na mojej szyi malinkę, gdy zorientował się że oszołomienie minęło oderwał się jednak na jego twarzy gościł uśmieszek, który sprawił że wiedziałam że na szyi mam fioletowy ślad po nim.
- Liam - jęknęłam.
- No co?
- Coś ty zrobił - próbowałam się od niego odsunąć ale nie udało mi się z powodu jego siły.
- Nic kotku - zaśmiał się a ja dotknęłam się piekącego miejsca, już pod samym dotykiem czułam wielkość tej malinki.
- Kurwa - syknęłam przez zęby - musiałeś?
- Tak, jesteś śliczna.
- I to że uważasz że jestem śliczna było powodem by mi ją zrobić?
- Teraz jesteś moja - zaśmiał się.
- Nie jestem nikogo Liam. A na pewno nie po zrobieniu maaa - chciałam skończyć ale objął mnie drugą ręką przez co zauważyłam tatuaż, ten tatuaż... Już wiedziałam że wpadłam w niezłe kłopoty, ten tatuaż, dokładnie taki sam miał jeden z najniebezpieczniejszych chłopaków naszej okolicy. Teraz wszystko zaczęło mi się składać w całość Camden, ta ilość osób na imprezie, ilość alkoholu i ładnych samochodów. Dlaczego od razu nie złożyłam wszystkiego w całość?

_____________________________________________________
Liam

Od razu wiedziałem że już wie, jej mięśnie się napięły, przestała ze mną walczyć. Jeden tatuaż a tak wiele zmieniał, zastanawiałam się dlaczego go wcześniej nie zauważyła. Może nie chciała, a może koszula zasłaniała jego wystarczającą część by nie skojarzyła go z opowieściami.
- Co się stało? - zapytałem ocierając jej twarz.
- Ty...
- Nie bój się mnie, nic Ci nie zrobię - powiedziałem spokojnie.
- Ale ty...
- Nie chce cię skrzywdzić, uwierz.
- Ale...
- Stell, popatrz znasz mnie kilka godzin. Czułaś się swobodnie, nie bałaś się mnie i nawet chyba trochę polubiłaś. To - pokazałem tatuaż - niczego nie zmienia, ciągle jestem Liam'em ze stolika przy którym przed chwilą siedzieliśmy.
- Przecież...
- Nie myśl o tym, myśl o tym jakiego mnie ty poznałaś. Byłem straszny?
- Nie...?
- Chciałem, próbowałem Cię skrzywdzić?
- Nie...? - choć jej odpowiedzi były podszyte delikatnym pytaniem wiedziałem że nie pragnie z mojej strony potwierdzenia odpowiedzi, ona pytała tak trochę samą siebie.
- Więc czemu teraz miał bym to zrobić?
- Nie wiem, ale wszyscy...
- Nie słuchaj ich. Podobasz mi się - lekko się zarumieniłem choć mam nadzieję że ona tego nie zauważyła - pozwól mi pokazać Ci jaki jestem na prawdę. Pozwól mi - mój ton był niemal błagalny.
- eee... Liam...
- Stell, daj mi szansę. Poznaj mnie a potem dopiero oceń.
- Liam...
- Poznaj prawdziwego mnie, tego którego znają oni - wskazałem na nasz stolik - tego którym kiedyś byłem codziennie. A nie sugeruj się tym mną którego wszyscy się boja, którego stworzyło społeczeństwo.
- Ja też jestem społeczeństwem.
- Proszę.
- Tydzień?
- Miesiąc, daj mi miesiąc - poprosiłem - a jeśli mnie nie polubisz pozwolę ci po prostu odejść.
- eee... noooo.... Dobra - szepnęła - masz miesiąc by pokazać mi prawdziwego siebie.
- To do zobaczenia jutro o 21?
- Przecież jedziecie do Camden.
- Pojedź ze mną, z nami i  mnie poznaj - po krótkim czasie udało mi się ją przekonać by pojechała z nami, oczywiście ze mną w samochodzie a nie z Fi.

__________________
A na koniec chciałabym...
Boshe, teraz chyba z 5 rozdziałów napisze pod wpływem "Fireproof"
https://a.tumblr.com/tumblr_nbl0hhLclE1qalofto1.mp3#_=_

5 komów = NEXT
Pamiętajcie - każdy komentarze powinien być waszą opinią. Dla mnie jest sugestią i/lub motywacją...

niedziela, 7 września 2014

Rozdział 3

_______________________________________________________
Liam

Siedziałem w towarzystwie Fifi i jej nowej znajomej, oraz grupki starych znajomych. Jednak mój wzrok ciągle wędrował to jednej niebieskookiej, blondwłosej dziewczyny. Jej uśmiech był taki zaraźliwy, niestety przystawiał się do niej Paul. Wiedziałem że ona nie jest typem dziewczyny na jedną noc, nie wyglądała na taką ona raczej sprawiała wrażenie porządnej więc dziwiło mnie co robi w czwartkowy wieczór na imprezie, na pewno się jeszcze uczyła. Możliwe że w ostatniej lub przedostatniej klasie ale jednak miałem niemal stu procentową pewność że była jeszcze uczennicą. Dziwło mnie też to że pije i ile pije, bo nie stopowała się po drinku czy dwóch, bez skrupułów piła czwartego i zanosiło się na to że jeszcze co najmniej jednego wypije.
Nie za bardzo pasowała do naszego otoczenia, zero percingu, tatuaży czy dziwnych kolorów włosów. Oczywiście nie wszyscy nasi znajomi mieli kolorowe włosy, właściwie to tak jakby grupa Fi miała kolorowe włosy. Nigdy nie interesowało mnie zbytnio jej życie, jednak wiodła ona dość ciekawe i jak po niej widać barwne życie. Co zabawniejsze ona i jej kolorowe koleżanki prowadziła firmę, były specjalistki do spraw wizerunku. Wielu ludzi bawiło to że tęczowe dziewczyny zajmują się tak poważnym zawodem, przypuszczałem że to wszystko ma drugie dno, Fi miała zdecydowanie zbyt łatwy dostęp do drogich dragów by nie być w coś wplątana jednak nie wtrącałem się w jej życie. Fifi i Cara, jej fioletowowłosa przyjaciółka były szefowymi i założycielkami firmy, jednak nie tylko one były kolorowe w swojej firmie. Poza normalnymi ludźmi których zatrudniały, pracowały też tam inne dziewczyny z kolorowymi włosami żółtowłosa Kati, niebieskowłosa Izzy które razem zasiadały jako kierowniczki działu kadr czasem zastanawiałem się jak czuli się ludzie którym mówiły że ich wygląd nie pasuje do wizerunku firmy. Zastanawiałem się czy pytali się co by było gdyby zafarbowali się na jakiś szalony kolor.

***
- Przepraszam ale nie pasuje pan do wizerunku firmy - mówi spokojnie Kati patrząca na mężczyznę który siedzi przed nią w dresie. W tym samym czasie Izzy przeprowadza inną rozmowę kwalifikacyjną w drugim pokoju, jej rozmówczyni ma na sobie różowy top nad pępek i krótką czarną mini. Na twarzy poza toną podkładu i pudru nie ma nic, włosy mają naturalny kolor a ona spokojnie patrzy na kobietę i niewzruszona odpowiada jej:
- Pani wygląd nie pasuje do naszej firmy. Jesteśmy poważną firmą i nie możemy sobie pozwolić na zatrudnienie osoby o pani wyglądzie.
Obie osoby czują się zmieszane, patrzą na swoich kolorowowłosych rozmówców mierząc ich od stup do głów. Izzy ma na sobie jasne rurki i białą elegancką bluzkę do tego czystą kremową marynarkę, dziwić mogą tylko jej niebieskie włosy.
Kati ma na sobie czarną bluzkę z baskinką i białym kołnierzykiem, do tego białe spodnie i pasująca do wszystkiego marynarka. Znów rzucają się w oczy tylko jej żółte włosy.
- Pani żartuje? - pytają obie osoby w tym samym czasie, tak jakby rozmowa była prowadzona w jednym a nie dwóch gabinetach.
- Nie przykro mi ale pański wizerunek nie pasuje do naszej firmy - dziewczyny mówią dobrze brzmiącą formułkę. Kandydaci na posadę specjalisty do spraw wizerunku czują się zakłopotani, zostają odrzuceni przez nienormalnie zafarbowane dziewczyny z powodu NIE odpowiedniego wyglądu

***
Słyszałem rozmowy toczące się w okół mnie i podążałem wzrokiem za mówcą jednak mój umysł był skupiony na czymś zupełnie innym. Chciało mi się śmiać na sam widok sytuacji którą sobie wyobraziłem.
Mój wzrok na sekundę padł na Mare obok której siedziała Bess, dwie różowowłose dziewczyny. Także pracujące w firmie Fi, jednak one zajmują się szkoleniem pracowników. Ale w ich przypadku też musi to całkiem ciekawie wyglądać...

***

- Najważniejszą zasadą jest schludny wygląd, przede wszystkim musicie dbać o swój strój. O swoją twarz. Nie możecie nosić mocnego makijażu, nie powinnyście też chodzić zupełnie bez niego. Oczywiście ta zasada nie dotyczy panów, którym makijażu w czasie pracy nie wolno nosić - cichy śmiech Mary roznosi się po przestronnym pomieszczeniu w którym znajduje się kilku nowych pracowników.
- Powinniście korzystać z usług kosmetyczki, dbać o twarz i dłonie - dodaje Bess siedząca obok.
- Nie możecie przyjść do pracy w potarganych włosach, połamanych paznokciach, brudnych lub nieschludnych ubraniach - ponownie głos zajmuje Mary.
- A włosy - pyta jakaś kobieta, zupełnie zdezorientowana sytuacją. 
- Oczywiście nie narzucamy wam fryzur, możecie chodzić za równo w rozpuszczonych jak i upiętych włosach - Bess zaczyna spokojnie, patrząc na wszystkich zebranych pracowników - wasza fryzura nie powinna być ekstrawagancka, kolor włosów musi pasować do waszej twarzy i stylu w jakim się ubieracie. Przecież to że na co dzień lubicie chodzić w dresach nie oznacza że całkowicie musicie z tego rezygnować.
- A róż - ktoś rzuca z końca sali, żadna z dziewczyn nie zauważa kto to był Mara i Bess szukają wsparcia w sobie, w końcu Bess zabiera głos.
- Jeśli to była uwaga co do naszych włosów to bardzo zabawna - ciągle stara się być spokojną, bierze kilka głębokich wdechów - tak jak mówiłam nie narzucamy wam fryzur, jednak musicie pamiętać że macie płacone od klienta, co oznacza że jeśli przez kolor włosów, fryzurę, ubiór nikt wam nie zaufa, nie będziemy was wiecznie trzymać w firmie ponieważ płacimy wam stawkę minimalną i opłacamy wszystkie inne stawki, co przysparza nam kosztów. A ktoś kto nie ma prawie w ogóle klientów nie przynosi nam zysków, lub przynosi je zbyt małe by móc go utrzymać.
- Czyli...? - dopytuje mężczyzna z pierwszego rzędu.
- Czyli jeśli ktoś zafarbuje się na róż ma mniejsze szanse, i to o wiele mniejsze, niż ktoś kto jest blondynem, brunetem czy rudym. Mniejsze szanse nie oznaczają że nie będą mieli żadnych klientów. Jednak Ci klienci których będą miały takie osoby to w większości mniej ważni klienci, lub ważni klienci ale przynoszący małe zyski.
- Czyli mogę mieć fioletowe włosy? - pyta jakiś facet i wybucha śmiechem, obie dziewczyny zastanawiają się czy to iluzja do jednej z szefowych.
- Oczywiście, że tak - mówi Cara opierając się o framugę drzwi, wszystkie oczy skierowane są w tym momencie na nią. Bess i Mara uśmiechają się do niej - oczywiście zakładam że dziewczyny już państwa poinformowały że zarabiacie 1000 funtów miesięcznie jako podstawę, a cała reszta waszej wypłaty to procenty od tego co zapłacą nam wasi klienci. Więc jeśli wasi klienci będą płacić zaledwie 500 funtów, to wy otrzymacie tylko 25 do 50 funtów prowizji w zależności od wykonywanych dla niego zadań i ważności klienta. 
- A ty masz klientów? - pyta jakaś dziewczyna, nie wiedząc najwyraźniej że Cara jest jej szefową.
- Ja? - śmieje się Cara, nie zwraca uwagi na niewłaściwy zwrot - mam kilku klientów, choć mogłabym ich nie mieć wcale bo jestem współwłaścicielką tej firmy - podchodzi do dziewczyn i podaje im ważne dokumenty - a teraz już nie przeszkadzam - gdy Cara opuszcza salę, wszyscy czują się zmieszani, zwłaszcza dziewczyna która powiedziała jej przez "ty".
Po kilkunastu minutach wszystko wraca na właściwe tory, szkolenie kończy się już w normalnej atmosferze. Nikt nie nawiązuje do kolorowych włosów. Gdy wszyscy pracownicy wychodzą dziewczyny siadają zmęczone na krzesłach.

***

- A ty jak sądzisz Liam? - ktoś zwraca się bezpośrednio do mnie.
- eee... Co?
- Boshe, Payne słuchasz nasz czasem? - zapytała Fi śmieją się.
- eee... nooo... Tak zazwyczaj słucham, po prostu się zamyśliłem, więc o co pytaliście?
- Jakie plany na przyszły tydzień, na ten weekend? - powtórzyła Stella, jak na nową to czuła się bardzo dobrze w naszym towarzystwie, gdyby tylko wiedziała jak bardzo niebezpieczny świat skrywamy.
- No w weekend wybieram się co Camden, myślałam że jedziesz ze mną Fi.
- Tak ja jadę, Harry też chyba będzie no nie?
- Jasne, z tego co wiem to Zayn i Niall też - dodał Louis który właśnie przysiadł się przytulając Molly, właściwie to ostatnią kolorową koleżankę Fi. Stella nie odezwała się na temat Camden, skupiła się na swoim drinku. Jednak miałem cichą nadzieję na to że nowa koleżanka Fi pojedzie z nami.

_______________________________
3 komy = NEXT 
Podoba wam się blog?
Jak sądzicie kim jest Liam? Czy będzie z Stellą? W co wciągnie niewinną dziewczynę, czy Fi pomoże przyjaciółce czy może pociągnie ją na dno?

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 2

Fifi przedstawiała mnie po kolei swoim znajomym, jak się zorientowałam już po kilku minutach że ma ich dość wielu, zorientowałam się też że jej przyjaciele to głównie mięśniaki.
- Fi - szepnęłam.
- Tak? - zapytała wsypując kostki lodu do szklanek z drinkami które właśnie robiłyśmy.
- Czy twoi przyjaciele mają problemy z prawem?
- Em... - starała się uniknąć odpowiedzi - nie musisz się ich bać.
- Nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
- No... Może część - mój wzrok pytał jak duża jest ta część ale ona znów zajęła się szklankami do momentu w którym odchrząknęłam - no... Większa część - starała się na mnie nie patrzeć, wiedziała że mój wzrok mógłby w tym momencie zabić, byłam też przerażona - ale mówiłam że nie musisz się ich bać - skończyła mówić a sekundę później do kuchni wszedł wysoki chłopak.
- Hej Fif - zaśmiał się i cmoknął ją w szyję - koleżanka? - zapytał wskazując na mnie a jego obiekt zainteresowania tylko cicho mruknął i skinął delikatnie głową - hej piękna - popatrzył na mnie a w oczach zielonookiej zabłysły łzy, jednak czując ciało chłopaka za sobą i jego dłonie w jej pasie uspokoiła się.
- To jest Stell - zaśmiała się - wariatka wpadająca pod samochody, co najmniej dwa razy na dwadzieścia cztery godziny - jej uwaga rozbawiła mnie i ją ale chłopak tylko popatrzył na mnie.
- Nie wyglądasz na samobójczynię.
- Bo nią nie jest, ona tylko nie patrzy jak chodzi - zaśmiała się i bardziej zagłębiła w jego uścisku.
- Jestem Tom, miło mi cię poznać Stello.
- Stell - jęknęłam.
- Boshe kobiety, Fi też nie lubi swojego imienia choć ma piękne - przygryzł płatek jej ucha szepcząc jej coś w tym samym czasie.
- Tak bywa - zaśmiałyśmy się obie a Tom wziął tacę z alkoholem.
Minęła godzina imprezy, Fi przedstawiła mnie chyba z czterdziestu osobą a wielu jeszcze nie znałam, jednak obie po kilku drinkach miałyśmy dość mówienia o tym jak się poznałyśmy... O tym że ja po prostu mam gdzieś przepisy drogowe ale nie jestem samobójczynią, w końcu na te pytania zaczęłyśmy się śmiać a ludzie tylko na nas patrzyli. Pomimo tego że większa część z nich była niebezpieczna a niektórych z nich kojarzyłam z akt mamy to nie bałam się, może to dziwne ale czułam się nawet bezpieczniejsza w ich towarzystwie gdy uświadomiłam sobie że myślałam o czymś podobnym wychodząc z domu popatrzyłam na Fi, która znała tą historię musiała wyczytać w moich oczach o czym myślę bo od razu wybuchła śmiechem a ja zaraz po niej.
- Może nie pijcie więcej - wtrącił się Tom w którego Fi siedziała wtulona na kanapie.
- To nie alkohol tylko historia Stell nas rozbawiła.
- Ona nic nie powiedziała - popatrzył na nas dziwnie z uśmiechem na ustach, mówiącym że uważa iż ma rację że to alkohol.
- Teraz nie ale jak szła do mnie i uratowałam jej życie po raz drugi to opowiedziała mi coś co w jakimś stopniu pokrywa się z tym gdzie teraz jest.
- Hmm? - zapytał zaciekawiony a dziewczyna od razu przyłożyła usta do jego ucha i szepnęła coś po czym lekko się zaśmiał, ale wiedziałam że nie zdradziła mu za dużo a może nawet nic mu nie zdradziła. Siedziałam dalej w ich towarzystwie rozmawiając o różnych rzeczach, czasem po prostu słuchałam czasem się udzielałam. Ja i Fifi nawiązałyśmy świetny kontakt, wiedziałam że jest jedną z lepszych rzeczy w moim życiu. Moją nową przyjaciółką, często się śmiałyśmy, dogadywałyśmy bez słów.

__________________________________________________________
Liam

Wszedłem do domu Fi ponad godzinę temu w tym czasie tylko kilka razy rzuciła mi się w oczy, część ludzi bawiła się przy basenie a część w domu. Wydawało mi się że kilku osób z tąd nie znam ale jednak to mogły być po prostu dobrze znane mi osoby tylko że w zmienionej fryzurze.
- Payne? - usłyszałem dobrze mi znany, niezbyt lubiany szczebiot - no proszę proszę, Liam przybył na imprezę. Co za zaszczyt - zaśmiała się Kathrina a ja popatrzyłem na nią z góry.
- Czego? - syknąłem przez zęby a jej facet aż się cofnął.
- Uspokoił byś się.
- To byś mnie nie irytowała - posłałem jej piorunujące spojrzenie.
Już się nie odezwała, jej chłoptaś o mal się nie zsikał ze strachu widząc mnie, tak bardzo lubiłem strach w ich oczach, nawet w oczach Kathriny.
Zacząłem spacerować między ludźmi popijając czasem jakiś alkohol który akurat ktoś mi wręczył, były to głównie przeróżne piwa, wdawałem się w krótkie rozmowy chyba że był to ktoś kogo bardzo lubiłem wtedy rozmowy stawały się dłuższe. Zauważyłem że dochodzi już ósma a ja od przyjazdu nie widziałem Ivy.
- Ivy?! - krzyknąłem widząc jak ktoś ją wyciąga przed dom, biedna dziewczyna z którą przyjechałem nie była w stanie się mu postawić nawet gdy była na imprezie z najgorszymi ludźmi z okolicy.
- Odpierdol się! - usłyszałem jak Bob syczy na mnie przez zęby.
- To ty się odpierdol, od niej - wrzasnąłem na niego gdy byliśmy już przed domem.
- Nie twój zasrany biznes - pociągnął dziewczynę a ona się prawie przewróciła z trudem złapała równowagę opierając się o jego tors na co oberwała po twarzy. 
- A właśnie że mój - wrzasnąłem szukając poparcia w oczach biednej dziewczyny, ledwo widzialnie skinęła głową w moim kierunku. Jej oczy przepełniał strach o własne życie, tym razem Bob przegiął. Ja byłem niebezpieczny dla ludzi ale nigdy, nigdy nie skrzywdziłem kobiety. No nie licząc ostrego seksu i tych kobiet które na to zasłużyły. Jednak Ivy nie zasłużyła, ona mu nic nie zrobiła - nie zabijała ludzi, nie kopała dzieci, nie zastraszała staruszków czy Bóg jeden wie co jeszcze mogła by robić. Ivy była po prostu normalną dziewczyną, bez oporów ruszyłem w jego stronę. Myślał że się go boję, myślał że wszyscy się go boimy a prawda była taka że on się powinien bać mnie. Jak na razie nikt nic mu nie zrobił ze względu na brunetkę która go w jakiś sposób kochała. On nie zasługiwał na nią, na żadną inną też nie. Precyzyjnie wymierzyłem mu w policzek, lekko się zachwiał na nogach i chwycił na za czerwone miejsce. Odbąknął coś i rzucił się w moją stonę z pięściami na co ja odpowiedziałem precyzyjnym unikiem. Walka nie trwała długo bo zapłakana dziewczyna chwyciła mnie za ramię w momencie gdy po raz kolejny miałem uderzyć zakrwawionego leżącego sukinsyna.
- Liam... Proszę... Już dość... - mocno wtuliła się w mój tors by nie widzieć Bob'a.
- Dobrze Ivy, spokojnie - zacząłem głaskać ją po głowie - a ty, zbliż się tylko do mnie albo co gorsza do niej a nie skończy się na kilku siniakach - warknąłem i wziąłem brunetkę do środka pozostawiając go samemu sobie.
- Czy on...
- Nie, nie umrze. Nie chciałem go zabić, chciałem by poczuł ból który sam ci zadawał - dotknąłem jej obolałego policzka i zaciągnąłem do kuchni gdzie Fi właśnie przygotowywała kolejne drinki.
- O... Mój... Boże...! - krzyknęła na widok przyjaciółki - znowu cię uderzył?
- Po raz ostatni - warknąłem podając jej mrożonkę by przyłożyła ją sobie do obolałego miejsca - niech się tylko do niej zbliży - powiedziałem i już spokojniejszy popatrzyłem na dziewczyny, Fi zajęła się ranami brunetki a ja skończyłem drinki.
- Gdzie je zanieść?
- Na patio, do stolika gdzie jest Tom i Stell... - szepnęła a ja zastanowiłem się przez chwilę czy znam jakąś Stellę i jak mi się zdawało wcześniej nie słyszałem tego imienia wśród znajomych. Gdy przekroczyłem próg domu zobaczyłem piękną, nie za wysoką blondynkę roześmianą w rozmowie z Tom'em to musiała być ona Stella.
- Mam dla was drinki - rzuciłem przysiadając się - ty musisz być Stella.
- Kurwa, Stell - jęknęła biorąc swojego drinka - po prostu Stell albo Es, ale nie Stella lub co gorsza Estella - jęknęła biorąc duży łyk napoju.
- Jasne - zaśmiałem się, podobała mi się... Nawet bardzo, 

***
- Muszę iść z nią dziś do łóżka - powiedziałem do siebie w myślach. Musi być świetna w te klocki, jest ładna więc na pewno już nie raz to z kimś robiła. Jej piękne jasno różowe, delikatnie brzoskwiniowe usta, jej piękne zielone oczy i śliczne blond włosy sięgające prawie jej pasa. Była taka urocza, miała w sobie jakąś nutkę tajemniczości która tylko przyciągała mnie do niej bardziej. Pechem było to że była przyjaciółką Fi, co sprawiało że musiałem mieć pewność że ona też będzie chciała iść ze mną do łóżka. No chyba że chciałem przestać się przyjaźnić z Fi. Wtedy mogło by mnie to nie obchodzić.

***

- A ty? - znowu usłyszałem to pytanie, które sprawiło że powróciłem do rzeczywistości.
- Ja... Ja to Liam.
- Ładnie - uśmiechnęła się - nie pijesz? - zapytał wskazując na brak alkoholu w mojej ręce.
- Ja... Skończyło mi się piwo - skończyłem a ona podsunęła mi pod nos dwie puszki.
- Tu jeszcze jest.